Powrót
Aleksandra Zielińska – „Grzybnia”

Aleksandra Zielińska – „Grzybnia”

O relacjach, które rozrastają się jak podziemna sieć połączeń. O śmierci, która nie kończy życia, a jedynie zmienia jego formę. O naturze, z którą człowiek próbuje walczyć – choć od początku jest skazany na porażkę. Grzybnia Aleksandry Zielińskiej to nie „książka o grzybach”. To opowieść o tym, co w nas dzikie, niewygodne i nieuniknione.

Martyna Gawin
Autorka tekstu
Martyna Gawin
Adrianna Smug
Korektorka
Adrianna Smug
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
31 maja 2026

Grzybnia – nieoczywista i zaskakująca powieść Aleksandry Zielińskiej. Wydana w 2023 roku, szybko okrzyknięta najlepszym dziełem pisarki. Wielopoziomowo intertekstualna,  w co niebagatelny wkład miało wszechstronne wykształcenie autorki oraz lekkość poruszania się po różnych tekstach kultury – szczególnie istotne wydaje się zamiłowanie do filmu oraz teatru. Grzybnia to rozbudowana powieść skadrowana na pierwotną więź człowieka z naturą. Ta została jednak ukazana w sposób zupełnie nowoczesny – niezaprzeczalnie wpisujący się w obecnie trendujący (literacki) nurt ekokrytyczny. Owy fakt mógł i zapewne w wielu przypadkach rzeczywiście zniechęcił czytelników do sięgnięcia po tę pozycję. Jako wystarczająco przebodźcowani odbiorcy, wyjątkowo czujnie rozdysponowujemy swój czas – nikt z nas nie chce przecież w wolnych chwilach usychać nad ,,książką o grzybach”. Jeszcze skuteczniej odstrasza (nas) fatalistyczna narracja, której to spodziewamy się po książce należącej do nurtu ,,eko”. Wydaje się oczywiste, że powieść o tak sugestywnym tytule będzie nudna, pełna dyrektyw, w dodatku przeładowana niepotrzebnymi zwykłemu śmiertelnikowi ,,nauko-informacjami”. Nic bardziej mylnego! Zielińska rzeczywiście plasuje się ze swoim dziełem w przestrzeni eko, ale nie katuje czytelnika lawiną ,,eko-faktów” czy nowinek rodem ze świata Animal Planet. Zagłębia się natomiast w relację człowieka z naturą. Robi to w sposób niezwykle przemyślany i (wciąż jeszcze) oryginalny. Opowiada o więzi podszytej niemal prapierwotnym instynktem – cieniem niekontrolowanej, obcej dzikości, łączącej zainteresowanych setkami niewidocznych połączeń. Kanały te powstają samorzutnie pod wpływem impulsów, które przynosi bohaterom codzienne życie. Demaskowana przez Zielińską relacja, z biegiem zdarzeń, zdaje się przeradzać w walkę – spór o dominację. 

Pisarka niezwykle trafnie posiłkuje się w swoich literackich obrazach ideą symbiocenu, zasadzającą się na wzajemnym współistnieniu dwóch organizmów. Ich godne życie możliwe jest jedynie w odpowiednio skonfigurowanym tandemie – a zatem w atmosferze akceptacji. Obecnie żyjemy w epoce holocenu – całkowitej dominacji, a zarazem destrukcji wymierzonej przez homo sapiens w pozostałe gatunki. Brutalność procesu, którego codziennie (nawet nieświadomie) wszyscy doświadczamy, zaburza naturalną dla środowiska równowagę – homeostazę bytów. Zielińska wykorzystuje w swojej powieści ,,rekwizyt” grzybni, w tym sposób jej funkcjonowania, by pokazać niezbędne (dla opisanej wyżej równowagi) zależności. Oczywiście metafora ta nie tyczy się jedynie relacji człowiek – natura. Równie skutecznie oddziałuje ona w świecie czysto ludzkich powiązań. Już po paru minutach lektury zaczynamy przecież dostrzegać, jak wiele różnorakich połączeń wykreowali między sobą bohaterowie – nawet ci, których drogi nigdy się nie przecięły (jak w przypadku Ewy i Zdunki). Proces tworzenia tych metaforycznych strzępek był czasochłonny – zarodniki latami unosiły się w powietrzu; owocniki kwitły w cieniu codziennych spraw, konsekwentnie tkając sieć połączeń. Misterna konstrukcja zaczęła wreszcie rezonować – ,,dawać o sobie znać”, być wyraźnie zauważalna. Zadziało się to jednak w najmniej dogodnym dla Gałganiarzy momencie. 

Śmierć stała się dla nich zapalnikiem, zmieniła perspektywę, zmusiła do powrotu do korzeni. Zdemaskowała i upokorzyła teatralne formy przetrwalnikowe, które Zdunka, Kaliban oraz Kostia, z tak wielkim trudem, pielęgnowali przez ostatnie lata. W chwilach niepowodzeń, rozczarowań i zbyt mocnych ,,policzków” od rzeczywistości. Tym trzem dorosłym ludziom zwyczajnie zabrakło odwagi. Odwagi,  by zaakceptować własne ograniczenia, traumy, a także kalectwa codzienności. Aby oswoić braki (brak ojca, matki, miłości). Gdy więc osobliwy tercet napotyka na swojej drodze dziurę nie do załatania – bezsensowną (dosłownie) śmierć Filipa – wszyscy wybierają ucieczkę. Groteskowość tego procesu obnaża przed czytelnikiem postać Zuzanny – cierpiącej wdowy. To właśnie ją śmierć męża powinna dotknąć najmocniej, tymczasem kobieta znajduje ukojenie w naturze. Jej bujny rozkwit, nie tylko w ogrodzie, ale i w najskrytszych zakamarkach domu, pokrytych widmem śmierci – zdaje się przynosić jej wytchnienie. 

Szaleństwo Zuzanny nie wynika z obłąkania, a ze świadomego odrzucenia obsesji kontroli – czego nie potrafi dokonać choćby matka Filipa, nie bez powodu nazywana Wielką Suką. Zuzanna wyczuwa rezonującą z nią grzybnie, dostrzega jej powiązania z Filipem. Postanawia więc wejść z nią w symbiozę. W przeciwieństwie do Gałganiarzy, dobrze wie, że jeśli będzie się opierać – przegra. Grzyby niemalże ,,zjadają” śmierć obecną w jej życiu. Zabierają to, co już niepotrzebne, by puste miejsce mógł wypełnić sobą nowy organizm. Grzyby kwitną w przydomowym jeziorze, w garnkach z lazanią  i w rzeźbach Filipa. Szykuje się nowy początek – noc Perseidów, przedstawienie w szkole. Do końca nie wiemy jednak, kto zdecyduje się stawić na miejscu, a także zmierzyć się z obecnością grzybni… 

Wątek śmierci, tak istotny w konstrukcji fabuły, sytuuje książkę Zielińskiej w obszarze nekrohumanistyki. Nowoczesna wizja śmierci zdesakralizowanej – organicznej – współgra z mechanizmem symbiozy. Martwy organizm zostaje wykorzystany przez inne, żyje w ,,nowym ciele”, a więc (już) nie tylko w dyskursie pamięci. Jest fizycznie obecny, aktywny. Wątek tragicznego wypadku Filipa uwydatnia porażkę ludzkiej dominacji nad światem natury. Artysta ginie pod kołami samochodu, jednego z najdoskonalszych wynalazków ludzkości. Jego ciało zostaje oddane naturze, która syci się każdym z budujących go pierwiastków. 

Zielińska przypomina nam, że natura zawsze wygrywa. Robi użytek ze śmierci, która nie przecina nici życia, wręcz przeciwnie – umacnia ją. Swoją powieścią pisarka udowadnia, że w naturalnym, a więc niezaburzonym przez człowieka ekosystemie, śmierć nie istnieje. To człowiek jest na tym terytorium intruzem, który nie potrafi zaakceptować swojej skończoności.