Powrót
Bursztyn, czy tylko (i aż) Hubert.? – czyli o płycie sie porobiło…

Bursztyn, czy tylko (i aż) Hubert.? – czyli o płycie sie porobiło…

Kameralna atmosfera, surowy lo-fi’owy duch i słowa, które trafiają w samo sedno prozy życia. Album sie porobiło… Huberta to bezpretensjonalna opowieść o przebodźcowaniu, poszukiwaniu spokoju i akceptacji tego, co przynosi codzienność. Sprawdź naszą recenzję i przekonaj się, dlaczego utwory takie jak: wszystko na bursztynowo i żyjemy w symulacji stały się emocjonalnym sercem tego wyjątkowego krążka.

Barbara Kuliga
Autorka tekstu
Barbara Kuliga
Instagram
Magdalena Widuch
Korektorka
Magdalena Widuch
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 października 2026

Bursztyn, czy tylko (i aż) Hubert.? – czyli o płycie sie porobiło…

Album sie porobiło… autorstwa Huberta swoją siłę opiera na prostocie, naturalności oraz bezpośrednim kontakcie ze słuchaczem. Tytułowe sformułowanie doskonale oddaje ducha całego krążka, stając się klamrą spajającą zaprezentowane na nim historie. Jest to opowieść o sytuacjach, nad którymi trudno przejąć pełną kontrolę, oraz o powolnym oswajaniu rzeczywistości. Artysta unika tu zbędnego dramatyzmu i skomplikowanych metafor, stawiając na dojrzały, autentyczny przekaz.

Warstwa muzyczna albumu charakteryzuje się surowością, która nie oznacza jednak minimalizmu środków wyrazu. Kunszt produkcji polega na świadomej rezygnacji z nadmiaru ozdobników i efekciarstwa. Płyta swobodnie porusza się na pograniczu alternatywnego hip-hopu, muzyki indie oraz nurtu lo-fi. Oszczędne linie basowe, miękkie brzmienia syntezatorów oraz subtelne partie gitar nadają całości ciepły, analogowy odcień. Istotnym elementem kompozycji jest także operowanie przestrzenią oraz pauzą. Hubert nie przytłacza słuchacza gęstym potokiem dźwięków, lecz pozostawia miejsce na oddech, dzięki czemu jego głos brzmi wyjątkowo blisko i kameralnie.

W warstwie lirycznej artysta skupia się na sferze profanum oraz mikromomentach, takich jak nieprzespane noce, ciche powroty do domu czy refleksje nad relacjami międzyludzkimi. Hubert rezygnuje z kreowania sztucznej pozy, mówiąc otwarcie o słabościach, zagubieniu i próbach odnalezienia spokoju w pędzącym świecie. Sposób prowadzenia wokalu oscyluje między swobodną melorecytacją a delikatnymi podśpiewywaniami, co stwarza wrażenie intymnej rozmowy ze słuchaczem. W rezultacie album sie porobiło… okazuje się pozycją spójną i dojrzałą, która broni się szczerością oraz świetnie sprawdza się słuchana w całości.

Postać autora odkryłam w tym roku dzięki mojej przyjaciółce, która zabrała mnie na jego występ podczas Juwenaliów Śląskich 2026. Przyznam szczerze, że był to najlepszy koncert  całego  wydarzenia. Kontakt z fanami – nie do opisania, a podkręcenie basów pozwoliło przeżywać każde słowo jeszcze intensywniej. Właśnie to sprawiło, że mogę śmiało stwierdzić, że rok 2026 będzie mi się kojarzyć się tylko z Hubertem.

Ulubioną piosenką, która nie wychodzi  mi z głowy, jest żyjemy w symulacji, chociaż jednocześnie mam ogromną słabość do wszystko na bursztynowo. Dlaczego? Wyjątkowość tych utworów na płycie sie porobiło wynika z tego, jak precyzyjnie dotykają one stanu emocjonalnego wrażliwego słuchacza. Oba nagrania stały się trzonem albumu, ponieważ w dojrzały sposób łączą motyw przebodźcowania, odrealnienia oraz poszukiwania własnej przestrzeni we współczesnym pędzie. 

Pierwszy z nich, żyjemy w symulacji, uderza w zupełnie inne struny, opisując powszechne poczucie alienacji i surrealizmu codzienności. W świecie zdominowanym przez cyfrowy szum, powtarzalne schematy oraz presję sukcesu rzeczywistość zaczyna przypominać sztucznie wyreżyserowaną makietę. Hubert nie popada jednak w przesadny dydaktyzm. Zamiast filozoficznych wykładów proponuje językowo bliską swojemu pokoleniu narrację, w której refleksja nad małością człowieka miesza się ze zwykłymi, prozaicznymi sytuacjami. 

Z kolei drugi, wszystko na bursztynowo, buduje swoją siłę na niezwykle plastycznej metaforze. Tytułowy bursztynowy filtr staje się tu swego rodzaju tarczą chroniącą artystę przed nadmiarem bodźców, światłami reflektorów i oceniającym wzrokiem otoczenia. Spoglądanie na świat przez kolorowe szkła okularów pozwala oswoić szarą codzienność i nadać jej cieplejsze, bardziej znośne barwy. Utwór ten trafia do odbiorców, ponieważ w opisie ucieczki za fizyczny rekwizyt ukrywa uniwersalną potrzebę złapania dystansu do własnych słabości oraz pędu miejskiego życia.

Oba te utwory stanowią spójną dwuczęściową odpowiedź na pytania stawiane na całym albumie. Podczas gdy żyjemy w symulacji nazywa po imieniu absurd i obcość otaczającego świata, wszystko na bursztynowo proponuje prywatny mechanizm obronny, który pozwala w tym świecie przetrwać. To zestawienie sprawia, że te dwa numery nie tylko wyróżniają się brzmieniowo, ale też stanowią emocjonalne serce całego krążka.