
Dlaczego potrzebowałam takiego finału „Stranger Things”?
Dlaczego potrzebowałam takiego finału Stranger Things?
1 stycznia, wejście w nowy rok i w drugą połowę lat 20. XXI w. Oprócz samej nazwy okresu, lista podobieństw do zeszłego stulecia jest paradoksalnie ogromna: zaczynając od podejścia do sztuki (awangarda wciąż trwa i ma się świetnie) kończąc na polaryzacji oraz stabilizowaniu się tendencji faszystowskich, to życie w ciągłym napięciu, szybko zmieniającym się świecie, a także przeświadczeniu, że cokolwiek byśmy nie robili, to i tak będziemy za późno.
Kiedy wychodził pierwszy sezon Stranger Things w 2016 r. wcale nie byłam w lepszym momencie życia niż jestem teraz. Ba, pewnie pod wieloma względami było nawet gorzej. Jednak wspomnienia mają do siebie to, że z czasem się zamazują, tworząc nostalgię. Tak oto na przykład nasi dziadkowie z łezką w oku wspominają czasy jak to lepiej było, jak stali w kolejkach po ocet – różowe okulary czasu są bardzo zdradliwe.
Zaczęliśmy romantyzować „epokę tumblr 2016”, tak jak starsi romantyzują lata 80. To nie tak, że okres 2016-2020 był łatwiejszy, bardziej kolorowy czy wspanialszy. To nie tak, że razem z wejściem w lata 20. wstąpiliśmy do czarnej dziury wiecznego cierpienia. Po prostu marzymy przeszłością. Pewnie jak rozpoczną się lata 30., to z takim samym utęsknieniem będziemy patrzeć na okres, w którym jesteśmy teraz – to są głupie oczywistości. Wróćmy lepiej do serialu.
A czy nie na nostalgii ten serial się przede wszystkim opiera? Dlaczego więc ta nostalgia tak dobrze grała w 2016 r. a tak źle w 2025? Postawię swoją tezę — która jak nabardziej może być zupełnie nieprawdziwa — zaczęliśmy mieć własną nostalgię i serial, który tę nostalgię budował w 2016 r. przychodzi do nas 9 lat później i przypomina się, pokazuje się – ale nie we wspomnieniach czy rewachu, tylko z czymś nowym (i przy okazji kończąc się). Dochodzimy do zgrzytu – chcemy powrócić 9 lat wstecz, ale już nie możemy, ten serial nie jest już tym samym. Nostalgie zaczęły się na nawzajem zżerać, a coś na co czekaliśmy tyle lat, okazało się tak proste, za proste.
Dlaczego szczęśliwe zakończenie jest rozczarowaniem? Rozumiem że scenariusz jest słaby, rozumiem, że wiele wątków zostało źle zagranych i pominiętych. Rozumiem rozczarowanie. Ale osobiście uważam, że to cudownie że mamy szczęśliwe zakończenie, gdzie każdy odnajduje siebie oraz z nadzieją patrzy w przyszłość. I to jest piękna nauka, nostalgia jest super, jeśli nie truje nam teraźniejszości. Trzeba więc wziąć przykład z bohaterów i pogodzić się z tym, że jesteśmy w drugiej połowie lat 20. i również z nadzieją patrzeć w przyszłość, ponieważ jest ona zwyczajnie nieunikniona.