
Giezła, suknie, chłopcy, wianki*, czyli słów kilka o kupalnocce
Świętujemy dziś najdłuższy dzień oraz najdłuższą noc roku. To taki czas, kiedy wszystko może się wydarzyć. Kto wie, może uda nam się znaleźć kwiat paproci… ?
Giezła, suknie, chłopcy, wianki*, czyli słów kilka o kupalnocce
Jeżeli masz coś wspólnego z tarotem, czytelniku, być może znasz to uczucie, gdy rozpaczliwie chcesz znać konkretną odpowiedź na swoje ważne pytanie, los zaś bezpardonowo oferuje Ci kartę o chwytliwym imieniu: Koło Fortuny. Jeżeli masz choć w połowie tak słabe nerwy jak ja, Twoja frustracja sięga wówczas zenitu. To nie tak, że Koło Fortuny jest bardzo złą kartą – po prostu przypomina Ci o tym, czego nie chcesz słyszeć. Panta rhei. Raz na wozie, raz pod wozem. Wszystko ma swój czas, a przeznaczenie toczy się swoim trybem – tak jak fortuna toczy się kołem. By było dobrze, musi pobyć źle i vice versa: jeżeli jest dobrze, nie będzie to trwało wiecznie. Chciałabym zawsze wygrywać i żyć w świecie wiecznej wiosny, gdy dni są długie a temperatura idealna, ale to zwyczajnie niemożliwe, bo porządek życia i porządek świata wymagają cyklicznych zmian. Tak już jest. Gdy więc opowiadałam Ci w grudniu o Niezwyciężonym Słońcu, musiałam przecież wiedzieć, że światło nie wygrywa na zawsze. Bez ciemności nie byłoby wcale światłem.
Osiągamy dziś słoneczne apogeum. Dzień trwa w niektórych miejscach nawet 17 godzin – jest najdłuższy w roku. Oczywiście oznacza to, że analogicznie mamy również najkrótszą noc. Od jutra światła będzie ubywać, ciemności zaś przybywać. I tak aż do przesilenia zimowego, kiedy słońce znów zwycięży. Ten rytm fascynuje i inspiruje ludzi od zarania dziejów, a świętowany jest niemal na każdym skrawku globu.
Współczesne czarownice często nazywają dzień letniego przesilenia sabatem Litha i podczas jego obchodów łączą przeróżne stare i nowe praktyki. Twierdzą, że czas ten tętni energią życia i witalności, obfitości i przyrostu. Jednocześnie oddają cześć boginiom w aspekcie Matki – tym, które spodziewają się dziecka. To także czas miłości wszelakiej, również tej pomiędzy kochankami.
Słowianie, o których chciałabym opowiedzieć Ci dziś najwięcej, obchodzą w tym okresie święto znane pod trzema popularnymi nazwami. Noc Kupały, sobótka, noc świętojańska. Bo choć noc jest krótka, nie oznacza to bynajmniej, że nie dzieje się wówczas nic ciekawego. Wręcz przeciwnie!
Rozpalany tej nocy ogień nie mógłby być bardziej niezwykły. Rozniecany rytualnie, poprzez pocieranie drewnem o drewno – znaczenia nadaje tu wysiłek włożony w tę czynność, ale istnieją również interpretacje o seksualnym znaczeniu podobnego aktu. Ognisko umieszcza się na miejscach granicznych: łąkach, brzegach akwenów wodnych, rozstajach. Niebo i ziemia zlewają się ze sobą w jedną całość, tak jak świat materialny i niematerialny. Płomienie i dym takiego ognia mają mieć działanie oczyszczające, ale i udzielać ludziom siły. Przeskakują nad nim młodzieńcy i panny, przeprowadza się przez niego zwierzęta. Anna Stasiak dodaje, że „z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że ogień rozpalany w noc Kupały miał symbolizować słońce, w końcu znajdowało się ono wówczas w kulminacyjnym momencie swej mocy, a dopiero potem stopniowo słabło”**. Pisze również, że pierwsze płomyki należało powitać – „Niech będzie pochwalone światło!”.
Ogień to dla Słowian coś w rodzaju żywej istoty. Nadawano mu imię (najczęściej Zygmunt) i surowo zabraniano bezcześcić przez spluwanie, oddawanie moczu czy wylewanie do niego nieczystości. W podobny sposób cześć oddawano słońcu. Ogień prawdopodobnie posiadał swoje bóstwo (lub bóstwa), a Stasiak wymienia wśród potencjalnych władców płomieni Swarożyca, Radogosta, Swaroga, Dadźboga.
Ale przecież nie tylko ogień ma podczas nocy Kupały niezwykłą moc. Nie wiem, czytelniku, czy przestrzegasz tego zakazu, ale ja surowo wzbraniam się przed kąpielami w stawach i strumieniach, zanim nie minie dzień przesilenia. Jeszcze, nie daj Boże, porwie mnie jakaś rusałka! Woda jest tego dnia nieszczególnie pożądanym żywiołem. Mówi się o tym, że święty Jan musi ją wpierw poświęcić albo słońce „ogrzać” – w każdym razie ktoś musi sprawić, że zbiorniki wodne staną się bezpieczniejsze dla żywych niż dla martwych (w tym gronie choćby topielcy). Jeżeli zaś już mówimy o wodzie, nie można przemilczeć tematu wianków. Te, sporządzane przez niezamężne kobiety z magicznych ziół i kwiatów, rzucane na taflę płynącej wody, są wyławiane przez młodzieńców, co stanowi już samo w sobie wróżbę na temat przyszłego związku. Również sposób, w jaki wianek płynie, mówi wiele o matrymonialnej przyszłości panny. Anna Koprowska-Głowacka wymienia 8 najczęściej występujących na Pomorzu wróżb: spokojne dryfowanie z nurtem, porwanie przez nurt, pochwycenie wianka przez chłopca, obracanie się wianka, stanie w miejscu, zatonięcie lub zapalenie się wianka, dopłynięcie do brzegu, zaplątanie w sitowia. Prym wśród magicznych ziół wiodła bez wątpienia bylica: chroniła od bólu krzyża, uroków, bólu głowy, pecha w grach losowych. Równie popularne były: klon, osika, dziurawiec, łopian.
Po dziś utrzymał się również inny sobótkowy zwyczaj, choć występuje niemal wyłącznie na Kaszubach. Mowa o ścinaniu kani – tym razem nie chodzi mi wcale o grzyb, ale gatunek ptaka. Rytuał ten był na początku szalenie krwawy, łapano bowiem kanię, potem zaś bez skrupułów ścinano jej łeb. Po co? Anna Koprowska-Głowacka pisze:
Kania była negatywnie postrzegana przez mieszkańców, bo polowała na pisklęta. Poza tym jej nawoływanie, przypominające słowa Pić! Pić!, traktowano jak zapowiedź suszy albo innej klęski. Dlatego też podczas nocy świętojańskiej kanię chwytano i rytualnie ścinano. Do końca nie wiadomo, jaki był pierwotny rytuał i czemu miał służyć. Potocznie uważa się, iż stał się symbolicznym sposobem zrzucenia przewin za miniony rok. Wszak wszystkiemu co złe, winna była właśnie kania i jej pokusy. Dopiero po tym rytuale przystępowano do zabawy przy ogniu***.
Dziś, naturalnie, nikt nie dekapituje żywego ptaka. W zamian używa się glinianych lub słomianych kukieł, czasem nawet kwiatów. Chodzi o sam symboliczny gest oddalenia od siebie zła.
Nie opowiedziałam Ci jeszcze o ostatnim i być może najciekawszym symbolu najkrótszej nocy roku. Złap mnie więc za rękę i wejdźmy głębiej w las, tam, gdzie jest ciemno i wilgotno, daleko do ludzkich siedzib. Tu, na granicy światów, rozpanoszyła się piękna soczysta i zielona paproć. Jeżeli dojdziemy dość daleko, do uroczyska, i odczekamy, aż nadejdzie północ, możemy zostać świadkami prawdziwie hucznego rozkwitnięcia najbardziej wyjątkowej rośliny polskiego folkloru, a kwiat paproci zalśni przed nami niczym upadła gwiazda. Musimy jednak przygotować się na wszelkie trudy: oto bowiem drogi do tego miejsca strzegą najpotworniejsze maszkary, a wokół mają się rozlegać odgłosy potężnej burzy – to tylko halucynacje, mające utrudnić nam podróż. By się przed nimi obronić, możemy iść całkiem nago lub opasać się bylicą. Gdy zaś odnajdziemy odpowiednią paproć, nakreślimy wokół niej krąg kredą. Istnieje jednak szansa, że żadne z nas nie ma wystarczająco czystego serca, by kwiat paproci odnaleźć. Może to dobrze? Bo choć niesie za sobą bogactwo, to zsyła na znalazcę również pech i niedolę…
Przypisy
*Cytat pochodzi z piosenki Bóstwa, wykonanej brawurowo przez zespół Żywiołak. Ten jest odpowiedzialny również za utwór Idziemy z Kanią, opisujący rytuał popularny w tym okresie na terytorium Kaszub. Ale o tym za chwilę!
**A. Stasiak, Noc Kupały, „Słowiański przewodnik po świętowaniu”, Insignis Media, Kraków 2025, s. 305–353.
***A. Koprowska-Głowacka, Magia ludowa z Pomorza i Kujaw, Wydawnictwo Region, Gdynia 2016.
Bibliografia
Blake D., Litha. Rytuały, przepisy i zaklęcia na przesilenie letnie, tłum. A. Alochno-Janas, ILLUMINATIO, Białystok 2021
Koprowska-Głowacka A., Magia ludowa z Pomorza i Kujaw, Wydawnictwo Region, Gdynia 2016
Stasiak A., Słowiański przewodnik po świętowaniu, Insignis Media, Kraków 2025