Powrót
Jak nie zostałam księżniczką, kardiochirurżką ani drzewem w teatrze dla dzieci

Jak nie zostałam księżniczką, kardiochirurżką ani drzewem w teatrze dla dzieci

Julia Kokoc
Autorka tekstu
Julia Kokoc
Instagram
Joanna Gonsior
Korektorka
Joanna Gonsior
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 marca 2026

Jak nie zostałam księżniczką, kardiochirurżką ani drzewem w teatrze dla dzieci

Moją ulubioną bajką z serii Barbie, była ta z Dziadkiem do orzechów. Do dziś wracam do tego małego arcydzieła kinematografii, z ogromnym sentymentem. Zrodziło się wtedy we mnie bardzo poważne marzenie: chciałam zostać księżniczką i baletnicą w jednym. Niestety,  szybko zorientowałam się, że nie wiem, od czego zacząć. Szukanie księcia bez doświadczenia i CV, okazało się trudniejsze, niż zakładałam. Dopiero kiedy miałam siedemnaście lat, napisał do mnie algierski mężczyzna, który twierdził, że jest księciem. Informował, że jego rodzina chce przekazać mi ogromny spadek - wystarczyło tylko, żebym podała numer konta i PIN. Moje drugie wielkie marzenie - kariera primabaleriny - zostało jednak brutalnie zdeptane. Usłyszałam, że „trzeba zacząć jak najwcześniej, najlepiej w wieku trzech lat, a jeśli masz więcej niż siedem, to już właściwie po wszystkim”. Miałam wtedy osiem. Czyli byłam już, jak na balet, starą kobietą. I tak, zamiast na scenie Teatru Bolszoj, wylądowałam na podłodze własnego pokoju, robiąc „gwiazdę” w piżamie.

Później zapragnęłam zostać nauczycielką języka angielskiego. Moja siostra właśnie pracowała w tym zawodzie, a ja - trzeba to przyznać - naprawdę dobrze radziłam sobie z angielskim w szkole. Wydawało się to całkiem rozsądne: prestiż i wolne wakacje. Przez chwilę nawet czułam się dorosła, tworząc swój własny dziennik, do którego wpisywałam ludzi z mojej klasy. Tych, których lubiłam, oceniałam sprawiedliwie. A tym, za którymi nie przepadałam - wpisywałam jedynki od góry do dołu. Czułam się jak królowa edukacji. I sprawiedliwości. Sielanka trwała, dopóki nie rozpoczął się strajk nauczycieli. A potem usłyszałam kilka historii o tym, jak dzieciaki w wieku 9 lat, potrafią złamać człowieka psychicznie jednym zdaniem typu: proszę pani, pani dziś jakoś gorzej wygląda

Przeszłam przez okres chęci bycia kardiochirurgiem, po obejrzeniu filmu Bogowie o Zbigniewie Relidze. Stworzyłam nawet szczegółowe notatki, bazując na wiedzy z Wikipedii, bo jakże inaczej! Były pełne terminów, które brzmiały niczym hasła z najnowszego podręcznika studentów medycyny. Nie było szans, żeby to w ogóle miało sens, ale w tamtym czasie, czułam się jak prawdziwa profesjonalistka. Niestety, praktyka nie nadążała za teorią, i w końcu zrozumiałam, że to jednak nie moja droga. Na szczęście, żadna z moich notatek nie trafiła do szpitala jako wskazówka dla początkujących chirurgów.

Wszystko, co działo się później - istny chaos i kryzys egzystencjalny. Aktorka? Dziennikarka? A może historyczka? Te profesje krążyły w mojej głowie z prędkością światła, a każda była równie kusząca. Postanowiłam więc, jak przystało na przyszłą intelektualistkę, sporządzić krótkie zestawienie ich plusów i minusów. Aktorka ma szansę na sławę i wpływ, ale ,,sławna zostaje jedna na milion, a reszta gra drzewa w teatrze dla dzieci.’’ Dziennikarka wpływa na opinię publiczną i pisze o ważnych tematach, ale często spotyka się z uwagami: ,,za dużo stresu, za mało pieniędzy’’ i ,,ktoś Ci zawsze powie, co masz napisać.’’ Historyczka pasjonuje się przeszłością, ale jej zawód bywa niedoceniany – ,,kogo to obchodzi, co się działo 378 lat temu?’’. 

I tak, z każdą zmianą marzeń, z każdym niepewnym krokiem, zrozumiałam, że życie to nie wyścig do celu, ale raczej podróż pełna odkryć. Wszystkie moje plany - od baletu po kardiochirurgię - zostały zastąpione przez język, wiersze, literaturę i rozważania nad tym, czy Mickiewicz mógłby napisać lepszy wiersz, gdyby miał dostęp do Twittera. Każdy krok, nawet ten najbardziej chaotyczny, doprowadził mnie do miejsca, w którym mogę teraz łączyć pasje, zdobywać doświadczenie i odkrywać, jak szerokie horyzonty są wciąż przede mną.