Powrót
Język w gębie – czyli jak rdzenni raperzy ratują swoją kulturę

Język w gębie – czyli jak rdzenni raperzy ratują swoją kulturę

Manuela Jarzębska
Autorka tekstu
Manuela Jarzębska
Adrianna Smug
Korektorka
Adrianna Smug
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 marca 2026

Język w gębie – czyli jak rdzenni raperzy ratują swoją kulturę

Chociaż językiem Quechua, tylko w samym Peru, posługuje się ponad 10 milionów osób, (czyli więcej niż norweskim czy czeskim), to język ten wciąż jest zagrożony wymarciem. Dlaczego więc mowa inków nie może być spokojna o swoją przyszłość? 

Na całym świecie można znaleźć przykłady rugowania języków rdzennych. W Hiszpanii Baskowie i Katalończycy przez wiele lat byli dyskryminowani, a dopiero ostatnie dekady przyniosły rozkwit ich kulturowej emancypacji i „odzyskiwania przestrzeni”. Ale Hiszpania to wyjątkowy przypadek, ponieważ w Europie wiele języków wciąż jest zmuszone  dogorywać, odgrywając podrzędną rolę gwary, tocząc przegraną walkę o rozpoznanie. Podobnie sytuacja wygląda na drugiej półkuli, gdzie od Kanady po Chile z każdym rokiem spadają liczby osób mówiących językami swoich przodków.

Powodów dlaczego tak się dzieje jest wiele. Chociaż wydawałoby się, że dzisiaj, kiedy Internet daje nowe możliwości komunikacji i emancypacji, sytuacja powinna się odwracać. Jednak problem z mową pozostaje głęboko zakorzeniony w społeczeństwach, które przez swoje rdzenne pochodzenie wciąż są systemowo wykluczane i narażone na przemoc, a ich kultury pozostają obiektem licznych stereotypów. Wspomnienia o tym jak zakazywano mówić w  języku mniejszości można znaleźć zarówno na Śląsku, jak i w prawie każdym kraju Ameryki Łacińskiej. Rdzenni mieszkańcy tego regionu do dzisiaj borykają się z dyskryminacją, a kolejne pokolenia rezygnują ze swojej tożsamości, żeby przyjąć nową, tą społecznie akceptowalną.

Z drugiej strony globalizacja i powszechny dostęp do mediów także wpływają na zanik języków rdzennych, ponieważ treści przyswajane przez odbiorców są zazwyczaj w językach dominujących, języku narodowym czy po angielsku. Ale to właśnie w Andach od kilku lat można zauważyć odwrotność tego zjawiska co daje nadzieję, że to wielowiekowe dziedzictwo nie jest skazane na zapomnienie. 

W 2015 roku Renata Flores wrzuciła na YouTube swój cover piosenki Michaela Jacksona The Way You Make Me Feel. Czternastolatka wykonała piosenkę  w Quechua, którego uczyła się  dopiero od kilku lat, a tłumaczenie wykonała z pomocą swojej babci. Tak zaczęła się kariera ikony „quechua rapu”, podgatunku, który dzięki Renacie wymościł sobie miejsce na andyjskiej scenie muzycznej. 

Rdzenna tożsamość Renaty to jej atrybut, a z tego, czego wstydziła się dorastając uczyniła swój największy atut. W 2018 roku wydała swój pierwszy oficjalny singiel  „Qawachkanchik chay Killallata” [pol. Patrząc na ten sam księżyc], do którego teledysk nagrała w kompleksie archeologicznym kultury Wari. Jednak to jej wydana w 2021 roku płyta „Isqun” była prawdziwym przełomem. Na płycie znajduje się dziewięć utworów, a pięć z nich jest zadedykowanych peruwiańskim bohaterkom narodowym. Przez wieki w dużej mierze to kobiety były nośnikami pamięci i języka, przekazując sobie historie i obyczaje, które unicestwił kolonializm. Wydanie, nagrane przede wszystkim w Keczua, poruszało tematy feminizmu, dyskryminacji i walki o swoją tożsamość. 

Renata jest przede wszystkim raperką (traperką) i ta decyzja artystyczna także jest kluczowa w zrozumieniu jej fenomenu. Wielu rdzennych artystów, chcąc pielęgnować swoją kulturę zaczęło tworzyć tradycyjną muzykę ludową. Jest to oczywiście ważne, aby te zakorzenione w tradycji  brzmienia również przetrwały, ale nie podbijają one list przebojów, nie są głosem pokolenia. A hip-hop to najpopularniejszy gatunek wśród młodzieży, która chętniej podpisze się pod rapowanym czy popowym przekazem. Zresztą sam hip-hop i rap powstały jako wyraz tych, którzy głosu nie mieli, a sama nazwa „rap” to skrót od Ra-dical Anarchistic Poetry. Dla wielu natrafienie na raperkę, młodą dziewczynę, która nie zwraca się do nich po hiszpańsku ani angielsku, ani za nic nie przeprasza, było wręcz rewolucyjnym powiewem świeżości. 

Zjawisko nazywane „quechuaaktywizmem” zaczęło rozwijać się już wcześniej, ponieważ po 2010 roku na YouTube pojawiło się wiele kanałów poświęconych nauce języka Keczua, jednak jego prawdziwy rozkwit to właśnie ostatnie kilka lat. Wielu młodych twórców i influencerów zdecydowało się nakierować swoją działalność na walkę o prawa człowieka oraz emancypację swojej kultury, zyskując coraz większą popularność. W trakcie pandemii Covid-19, kiedy na rozciągniętych terenach Ameryki Południowej, młodzież, nieraz żyjąca na odludziach, musiała zostać w domu, często z ograniczonym zasięgiem i dostępem do Internetu, zaczęła zagłębiać się w swoją kulturę. 

Rentata Flores nie jest jedyną wykonawczynią, która zdecydowała się tworzyć popularną muzykę w „niepopularnym” języku. Jej kolegą po fachu jest Lenin Tamayo, twórca gatunku Q-pop, czyli Quechua Pop. Lenin, który w liceum był fanem K-popu zdecydował się go przenieść na peruwiańskie realia. Jego największym hitem stało się taneczne „Intiraymi”, nawiązujące tytułem, treścią i wartstwą wizualną teledysku do legendarnego inkaskiego święta słońca, które od 1944 roku ponownie jest celebrowane w Peru. Jednak Lenin, tak jak Renata, w wielu swoich piosenkach nie ucieka od tematów społecznych, poruszając problemy z jakimi boryka się rdzenna ludność. 

W Chile także narodziło się podobne zjawisko. W 2017 roku raper Luanko (właśc. Gonzalo Andrés Luanko Castro) wydał płytę Ketrolelan (No estoy mudo), na której rapował w języku Mapuczy, rdzennych mieszkańców południowego Chile, Mapudungun, a tematyka utworów poruszała tematy związane z tamtejszą kulturą i tożsamością. 

Luanko, podobnie jak Renata czy wielu innych rdzennych twórców, dorastał z dala od swojej kultury. Jego dziadkowie wyemigrowali do Santiago de Chile z południa kraju, a ponieważ jako dziecko stracił ojca, przez lata związki z jego ludem były wątłe. Jednak, kiedy jego kariera muzyczna zaczęła się rozwijać, zbliżył się do krewnych żyjących na południu, w Huillinco i  na nowo zainteresował się swoją kulturą oraz językiem. Za dnia Gonzalo Andrés Luanko Castro wykłada historię na Universidad Academia de Humanismo Cristiano w Santiago, a po godzinach staje się po prostu Luanko, raperem i aktywistą promującym mapudugnun i mapuczańską kulturę w swoim kraju. 

Twórczość rdzennych muzyków często porusza podobne tematy, opór jest jej charakterystyczną cechą. Podkreślanie tematów społecznych, walka z dyskryminacją i emancypacja kulturowa to tylko niektóre przewijające się w tych utworach motywy. Dzięki nowemu pokoleniu twórców, pojawiła się nadzieja, że języki rdzenne jednak przetrwają najbliższe dekady. Chociaż jest to stosunkowo nowe zjawisko, to faktycznie popularność języka Keczua w Peru i poza jego granicami wzrosła. Nie jest to zasługa tylko Renaty, ale wielu twórców i działaczy walczących o swoją tożsamość. Ciężko jednak dzisiaj ocenić co będzie za 10 lat, jednak peruwiański przykład jest dowodem, że walka o swoją tożsamość ma sens, nawet jeśli odbywa się bez wsparcia systemowego. Tym co utrzymało języku Keczua czy Mapudungun przy życiu przez tyle wieków jest przed wszystkim siła wspólnoty.  

Język w gębie – czyli jak rdzenni raperzy ratują swoją kulturę – Zaparzone Rozmowy