
O kapitanie, mój kapitanie…!
Obchodzimy dziś Dzień Edukacji Narodowej. Jaka jest historia tego święta? Co konkretnie celebrujemy? Po co nam edukacja? Czy John Keating był dobrym nauczycielem? Na te i inne pytania odpowiadamy w artykule.
O kapitanie, mój kapitanie…!
Co właściwie celebrujemy?
14 października 1773 roku Sejm Rozbiorowy zrealizował inicjatywę Stanisława II Augusta Poniatowskiego i tak powstała Komisja Edukacji Narodowej. Lata później, w roku 1972, w Karcie praw i obowiązków nauczyciela ustanowiono tę datę Dniem Nauczyciela. Po dekadzie (1982) nazwano to święto, na mocy Karty Nauczyciela, Dniem Edukacji Narodowej¹. Ten temat jest dla mnie osobisty, czytelniku, bo sama związana jestem z sektorem edukacji.
Lubię myśleć, że oświata otrzymała swoje własne święto: tak jak matki, ojcowie, babcie, dziadkowie, psy, wychodzenie z szafy… i tak dalej.
Tego dnia w świetle reflektorów stają nie tylko nauczycielki i nauczyciele, ale i wszyscy inni, bez których nauka nie miałaby najmniejszego sensu – a tak stałoby się, gdybyśmy nie mieli kogo uczyć i przygotowywać do życia. Z tego powodu wraz z Redakcją składamy dziś życzenia na ręce nauczycieli, uczniów, studentów, administracji i wszystkich tych, którzy sprawiają, że misja edukacyjna może dalej funkcjonować.
Kryzys edukacji?
W mediach możesz spotkać się z tym terminem dość często – i faktycznie nie sposób się z nim nie zgodzić, przynajmniej częściowo, w niektórych dziedzinach. Szkoła zdaje się nie nadążać za technologią i młodzieżą, młodzież i technologia z kolei trochę… nie nadążają za szkołą. Jak zauważają teorie nowohumanistyczne, „kryzys” to nieodłączna część współczesnej egzystencji człowieka. Próby rozwiązania problemów to niejako najważniejsze podejmowane przez społeczeństwo działania.
Pamiętajmy, że funkcjonujemy dalej w systemie pruskim – nabytym jeszcze podczas zaborów. W dodatku uczniowie często nie uczą się naprawdę, jedynie zakuwają setki informacji, by zaliczyć testy, a potem kompletnie o nich zapominają. Nie pomagają też edukacji ostatnie wydarzenia z „krwawym piątkiem” i atakami w szkole na czele. Słyszymy również, zwłaszcza w mediach anglojęzycznych o „media literacy crisis” – czyli kryzysie interpretacyjnym, kryzysie rozumienia tekstów.
Trudno mówić tu o szukaniu faktycznie dobrych rozwiązań, gdy placówki edukacyjne są traktowane jak areny sporów politycznych dla ludzi, którzy ze szkolnictwem nie mają nic wspólnego, a zmiany często ograniczają się do kilku rotacji w liście lektur.
Z drugiej strony pamiętać musimy, że nie możemy się na edukację obrażać, zwłaszcza w czasach, gdy poziom dezinformacji sięga zenitu. Jeżeli nie faktyczna naukowa wiedza, to co innego może nas obronić? W jaki inny sposób możemy się bronić przed głupotą i manipulacją tych, którym zależy na sianiu paniki i podziale społeczeństwa?
Być jak Keating (?)
Jak wiele nauczycielek i nauczycieli liczyłam, że pewnego dnia moi uczniowie staną dla mnie na blatach ławek, zobaczą świat z innej perspektywy, rzucą kultowe słowa: „O kapitanie, mój kapitanie!”. Strasznie pragnęłam (z resztą: dalej po cichu pragnę, bo dusza romantyka ma to do siebie – o czym przekuje pozostający ostatnio na językach Stanisław Wokulski – że nigdy w pełni nie akceptuje realizmu) zostać kapitanką tego niesamowitego statku zwanego nauką. Być Keatingiem.
Szybko okazało się, że edukacja to nie tylko wyrywanie stron z podręczników, codzienne rewolucje, „rząd dusz” nad podopiecznymi. Ba! Często nauka wiąże się z pozostawaniem tym mniej lubianym, surowszym, ale sprawiedliwszym i bardziej skrupulatnym pedagogiem. Przyznam szczerze, że często to zadanie jest dla mnie trudne. Nie sądzę, bym nadawała się do innych ścieżek zawodowych, mimo to jednak okazuje się, że charyzma, carpe diem i głowa pełna ideałów to za mało. Zwłaszcza dzisiaj, gdy edukowanie młodych jest chyba ważniejsze, niż było kiedykolwiek.
Wiedza naprawdę jest potęgą, ale nie zawsze tak, jak myślisz. Przede wszystkim pozwala Ci panować nad samym sobą, Twoimi odruchami, zdolnościami. Nie każdy z nas zostanie światowej sławy naukowcem, jednak każdy powinien posiadać chociaż podstawową wiedzę o świecie, po to choćby, by ten świat nie wystrychnął nas na dudków.
Keating, choć motywuje do wielu dyskusji (wygrał z systemem, czy może wręcz przeciwnie?), po latach wciąż stanowi niedoścignioną ideę wspaniałego mentora, który sprzeciwia się zastanemu porządkowi rzeczy i uwalnia dusze chłopców z Welton. Coś w tym jest. Coś nie tylko można, ale i należy od niego pożyczyć. Wśród tych przymiotów znajduje się na pewno potrzeba uwrażliwiania na świat i nauczania o dobrym buncie wobec niesprawiedliwości i zastanych reguł społecznych.
Bibliografia:
- •
N. H. Kleinbaum, Stowarzyszenie Umarłych Poetów, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2021. (Książka powstała na podstawie filmu z roku 1989).
- •
Światowy Dzień Nauczyciela, https://znp.edu.pl/swiatowy-dzien-nauczyciela-2/;
Przypis:
¹Potocznie wciąż nazywamy je Dniem Nauczyciela, musimy jednak pamiętać, że 14 października oddajemy cześć całemu systemowi oświaty, nie tylko nauczycielom. Światowy Dzień Nauczyciela to zupełnie inne święto, w Polsce znacznie rzadziej obchodzone, ustanowione zaś przez UNESCO w roku 1994.