
„Kochaj mnie nieprzytomnie”*, czyli krótka historia Walentynek
„Kochaj mnie nieprzytomnie”*, czyli krótka historia walentynek
Nasza dzisiejsza wyprawa, czytelniku, odbędzie się ku miejscu, ustrojonemu w papierowe serduszka i czerwone świeczki. Jeżeli chcesz, możesz na to wszystko sypnąć garścią różowego brokatu.
Na pewno zauważyłeś, że już od połowy stycznia sklepowe półki niemal uginają się pod naporem cukierkowych kartek, poduszek, pluszowych misiów, czy innych, nieco bardziej erotycznych gadżetów (moje faworytki to od kilku lat, nieprzerwanie, kiepskiej jakości kajdanki z różowym futerkiem). Jedni to kochają, inni odczuwają mdłości na samą myśl o całym tym kapitalistycznym kiczu – w każdym razie nie da się ukryć, że oto nadeszło, jak co roku: święto zakochanych.
Tak się jakoś złożyło, że walentynki rozświetlają nam drugą połowę zimy – ten moment roku, gdy świąteczne poruszenie już dawno opadło, a dni, choć coraz dłuższe, wciąż nurzają się w mroku. Jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. Niczym znana amerykańska wokalistka, zaczynamy podejrzewać, że najgorszym czasowym układem może być lutowy poniedziałek**. W tych warunkach eksplozja miłości może jednocześnie wydawać się niezbędna i przesadzona.
Kiedy to wszystko w ogóle się zaczęło? Niektórzy twierdzą, że walentynki biorą swój początek jeszcze w tak zwanych Luperkaliach, rzymskim święcie odbywającym się w dniach 14–15 lutego na cześć Junony i Pana – bóstw odpowiednio: kobiet
i małżeństwa oraz natury. Jedną z tradycji miało być to, że mężczyźni losowali z wielkiej czary imię potencjalnej wybranki serca. Wiele symboli związanych z obchodami Luperkaliów przetrwało po dziś dzień jako swoiste synonimy walentynek; wśród nich znajdują się między innymi Kupidyn oraz Eros. Nie ma jednak zbyt wielu dowodów, byśmy mogli faktycznie wywieść z tych historycznych świąt to, co dziś nazywamy świętem zakochanych.
Walentynki, jakie znamy, wywodzą się bezpośrednio z kultu świętego Walentego z Terni (miasto i gmina we Włoszech, gdzie do dziś możemy znaleźć jego relikwie). Patron zakochanych oddał w końcu życie za miłość (swoją i cudzą). Wszystko zaczęło się jeszcze za czasów Cesarstwa Rzymskiego, w III wieku naszej ery, gdy cesarz Klaudiusz II Gocki wydał dekret, zakazujący mężczyznom w wieku 18–37 lat brać śluby. Sądził, że małżeństwo to marnotrawienie siły i czasu, które młodzi mężczyźni powinni przeznaczać na służbę wojskową***. W tej właśnie chwili na scenę wkroczył nie kto inny, jak święty Walenty.
Był biskupem i lekarzem. Świadomie łamał prawo, udzielając ślubów zakochanym parom. Podobno nosił na palcu pierścień z ametystem, rzeźbionym tak, by przedstawiał Kupidyna i w ten właśnie sposób żołnierze, chcący się do niego zwrócić po pomoc, łatwo go rozpoznawali. Za swoją działalność na rzecz młodych został wtrącony do więzienia, gdzie jego również trafiła strzała Amora i zakochał się w niewidomej córce strażnika. Jak mówi legenda, wtedy też zaczęły dziać się prawdziwe cuda, a dzięki Walentemu dziewczyna odzyskała wzrok. Mężczyzna napisał do niej list 13 lutego , dzień później stracono go i stąd właśnie jego wspomnienie obchodzimy 14 lutego.
Inne legendy głoszą, że wręczał żołnierzom wycięte z pergaminu serca, by przypominać im o złożonych ślubach i miłości Boga, skąd prawdopodobnie wziął się ten najbardziej oczywisty i najczęściej eksploatowany symbol walentynek.
Święto zakochanych wyrosło wokół wspomnienia świętego Walentego już w średniowieczu, ale objęło swoim występowaniem głównie zachód Europy. Do Polski przywędrowało na dobre dopiero w latach 90. XX wieku, jak z resztą wiele innych zachodnich świąt i tradycji****. Wcześniejsze obchody związane są między innymi z angielskim hrabstwem Norfolk, gdzie enigmatyczny Jack Valentine obdarowywał dzieci i młodzież łakociami. Sam zwyczaj sprawiania drobnych prezentów ukochanym również wywodzi się z Wysp Brytyjskich.
Słowacy z kolei traktowali świętego Walentego jako zwiastuna nadchodzącej wiosny (a ponadto patrona pszczelarzy i pielgrzymów). Jak już udało mi się wcześniej zasygnalizować, jego wspomnienie przypada nam akurat na drugą połowę zimy. Dawniej wierzono, że tego dnia rośliny zaczynają rosnąć, a ptaki dobierają się w pary*****. Miłość naprawdę kwitnie, przynosząc owoce; jest młoda, płodna i piękna.
Wróćmy jednak na chwilę do Wielkiej Brytanii, gdzie w roku 1797 opublikowano broszurkę The Young Men’s Valentine Writer, zawierającą szereg wierszy o miłości, mających pomóc w walentynkowym wyrażaniu uczuć wobec wybranek serca. Wielka popularność zbioru przyczyniła się do rozpowszechnienia w druku gotowych kartek z ilustracjami i życzeniami, które ozdabiano nawet prawdziwą koronką. Nie bacząc na koszty, wysyłano je na potęgę – w roku 1835 ich ilość przekroczyła 60 000. Niewiele później (rok 1847) podobna masowa produkcja walentynek rozpoczęła się również w Stanach Zjednoczonych. Dwa lata później gazeta Graham’s American Monthly nazwała walentynki „świętem narodowym”.
Wcześniej powiedziałam ci, że walentynki trafiły na nasz rodzimy grunt dopiero w latach 90., już po wyjściu spod jarzma komunizmu. Kluczowy wpływ miały na to Nina Kowalewska-Motlik****** oraz Nina Terentiew*******, odpowiedzialne za ogromną kampanię reklamową z 1992 roku, promującą właśnie obchodzenie walentynek. Niemniej pierwsze próby rozpowszechnienia święta pochodzą jeszcze z roku 1989, kiedy to Stowarzyszenie Młodzieży Niepełnosprawnej „Alfa” zaczęło rozdawać kartki walentynkowe.
Skomercjalizowane, czy nie, walentynki stanowią swego rodzaju przypomnienie, że miłość naprawdę istnieje. I choć naturalnie najpiękniejsza jest wtedy, gdy praktykujemy ją na co dzień, okazję tworząc sobie po prostu z kochania, być może warto zapytać tego, komu oddało się serce: „czy zostaniesz moją walentynką?”.
Bibliografia
- •
Krótka historia walentynek. Skąd się wzięło to święto, online: https://historykon.pl/krotka-historia-walentynek-skad-sie-wzielo-to-swieto/ [dostęp: 08.02.2026].
- •
Miasto świętego Walentego naprawdę istnieje. Przyjeżdżają do niego pary z całego świata, online: https://www.national-geographic.pl/traveler/kierunki/miasto-sw-walentego-naprawde-istniej-przyjezdzaja-do-niego-pary-z-calego-swiata/ [dostęp: 08.02.2026].
- •
Relikwie św. Walentego w Chełmnie, online: https://toruntour.pl/web/5391/relikwie-sw-walentego-chelmno/ [dostęp: 08.02.2026].
Przypisy
*Perfect, Kołysanka dla nieznajomej, 1994.
**Taylor Swift, Fortnight, 2024.
***Są jednak historycy, którzy podważają istnienie podobnego prawa. Należy do nich między innymi brytyjczyk George Monger, który twierdzi, że było wręcz przeciwnie, a cesarz zachęcał do posiadania żon i płodzenia potomstwa.
****Choć, co ciekawe, mamy w kraju miejsce kultu świętego Walentego. Wyobraź sobie, czytelniku, że pierwsze o nim wzmianki pochodzą już z roku 1630, kiedy to w podzięce za uzdrowienie siebie oraz swojej córki Jadwiga z Czarnków Działyńska ufundowała srebrny relikwiarz, zawierający w sobie fragment jego czaszki. Wykonano go w pracowni toruńskiego złotnika Wilhelma de Lassensy. Prawdopodobnie przechowywano je w Brodnicy, gdzie znajdowała się również słynąca z uzdrowień brama świętego Walentego, zburzona przez Szwedów w roku 1629. Nie wiadomo, kiedy relikwiarz został przeniesiony do Chełmna, tam jednak można go dziś odwiedzać. Co ciekawe, od 2002 roku właśnie w Chełmnie odbywają się tzw. „Chełmońskie Walentynki”, jedno z największych i najbardziej rozpoznawalnych lokalnych świąt.
*****Być może zauważyłeś, czytelniku, że te nasze rozmowy przy kawie rozbudowują we mnie niezdrowe wręcz uwielbienie do przypisów, dających pole do wprowadzania pewnych anegdotek i dopowiedzeń. Tym razem zechciej dowiedzieć się, że pomimo oplatającej postać świętego Walentego legendy, długo nie wiązano go z romantycznym wymiarem miłości. Pierwszym, który tak uczynił, był angielski poeta Geoffrey Chaucer. W swoim Parlamencie Ptactwa napisał „Bo to było w dzień świętego Walentego, kiedy każdy ptak przylatuje, by wybrać swoją drugą połowę”.
******Redaktorka istniejącego po dziś dzień wydawnictwa Harlequin.
*******Znana polska dziennikarka, związana z TVP, potem z Polsatem; czasem wciąż nazywa się ją „królową telewizji Polsat”.