Powrót
LOS MATKI, LOS CÓRKI – 8 marca

LOS MATKI, LOS CÓRKI – 8 marca

Manuela Jarzębska
Autorka tekstu
Manuela Jarzębska
Anna Majewska
Korektorka
Anna Majewska
Wiktoria Hyla
Autorka grafik
Wiktoria Hyla
11 marca 2026

LOS MATKI, LOS CÓRKI

Nierzadko ojciec i córka razem spoglądają na matkę (kobietę) z góry. Wymieniają znaczące spojrzenia, kiedy ta czegoś nie rozumie. Zgadzają się, że nie jest ona tak błyskotliwa jak oni, nie myśli w ten sam sposób jak oni. Jednak te spostrzeżenia nie uratują córki od losu swojej matki.

~ Bonnie Burstow

W neapolitańskim cyklu Eleny Ferrante, przez wszystkie jego części i całe życie głównej bohaterki, Lenu, ciągnie się jej burzliwa relacja z matką. Jest to kobieta raczej toporna w obyciu, z którą córka często się kłóciła, w przeciwieństwie do ojca; on z kolei był postacią dużo bardziej nieobecną, raczej przemykał gdzieś w tle, ale częściej wstawiał się za córką. Jednak im dalej w fabułę kolejnych części, tym bardziej zauważamy, że Lenu i jej matka są do siebie bardzo podobne i dostrzegamy to, co całe życie przeczuwała też główna bohaterka: od dzielenia losu jej matki uratowały ją nie inteligencja czy talent, a to, że rodzina wielkim wysiłkiem umożliwiła jej edukację. Lenu udaje się odnieść sukces literacki i życiowy, wżeniła się do szanowanej i zamożnej rodziny, i to wtedy zderza się z dorosłością. Jej mąż jest niezainteresowany wspólnym życiem, kryje się w gabinecie, a ona nie odnajduje spełnienia jako rodzic. Cierpi na blokadę twórczą, a do tego zaczyna kuleć, tak jak jej matka, od której całe życie starała się uwolnić.

Zgodnie z najnowszymi badaniami Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) z 2025 roku, kobiety w Polsce poświęcają tygodniowo aż 37 godzin na niewidzialną pracę (mężczyźni 22 godziny). Jednak wyniki mogą być niedoszacowane, ponieważ ciężko zliczyć wszystkie mikrobowiązki, których podejmują się kobiety.

Takie wyniki nie dziwią, nie trzeba się nawet rozglądać. Wystarczy spojrzeć przed siebie, a bez problemu natrafi się na kobietę, która poza podstawowymi codziennymi zajęciami wykonuje to, czym mężczyźni zazwyczaj się nie zajmują – obowiązki, które często z założenia są przydzielone kobietom i akceptuje się, że mężczyzn one nie dotyczą. Wywiadówki, zainteresowanie wycieczką szkolną dzieci, mycie szafek kuchennych, lodówki, nadawanie domowi ciepła i atmosfery, wywoływanie zdjęć, pakowanie dziecka, dbanie nie tylko o dzieci, ale często o rodziców swoich i partnera, utrzymywanie kontaktów z bliskimi, zaangażowanie emocjonalne, którego nie oczekuje się od chłopców ani od nastolatków, ani nawet od dorosłych mężczyzn. Cała masa innych, większych lub mniejszych obowiązków, takich jak kupowanie płynu do płukania, ładniejszej pościeli, wybieranie firan… mnóstwa rzeczy, które często pozostają niezauważane, dopóki ich nie zabraknie. Rzeczy, z których kobiety są rozliczane w pierwszej kolejności, więc jakaś część ich czasu wolnego, (czyli kiedy nie pracują zarobkowo ani nie zajmują się dziećmi) nie należy do nich, tylko do pozostałych domowników, członków rodziny, bliskich. Często słyszy się także, że kobiety są po prostu lepsze w tych kwestiach. Jest to jednak umywanie rąk i przerzucanie odpowiedzialności. Wmawianie, że kobiecy kapitał nie jest ekonomiczny, rzadziej jest także społeczny, więc tym czym to my dysponujemy, jest bycie lepszym w dbaniu o bliskich i dom.

Kiedy 6 lat temu świat opanowała pandemia, (czasy, które dzisiaj wydają się prehistoryczne) nagle okazało się, że dla wielu osób wybawieniem stało się obcowanie z kulturą. Zamknięci w domach, nie mieliśmy innych atrakcji niż oglądanie filmów, seriali, ale też całej masy zdigitalizowanych spektakli, czytania książek i korzystania z innych dostępnych tekstów kultury, która i wcześniej, i później, deprymowana, tak jak cała humanistka, za niemożność przełożenia jej na proste równania i system binarny, ukazała wtedy z całą siłą, że jest jednym z filarów człowieczeństwa i wspólnotowości.

Podobnie sytuacja wygląda, jeśli przyjrzymy się kwestii kobiecej. Praca kobiet bywa często umniejsza, nie tylko jeśli chodzi o zajmowanie się domem i rodziną, ale przecież nawet w kwestiach zarobkowych istnieje luka, nie wspominając już o szklanych sufitach. Łatwo można dotrzeć do mnóstwa historii zawodowych, gdzie kobiety stresowały się reakcją pracodawcy na ciążę czy nawet posiadane już dzieci, ponieważ z góry zakłada się, że jeśli dziecku coś się stanie, to w pierwszej kolejności matka nie pójdzie do pracy, żeby się dzieckiem zająć. Na forach internetowych poświęconym pracy łatwo trafić na takie historie, tak samo jak przypadki, gdzie któraś z nich nie dostała posady, ponieważ „jest w takim wieku, że zaraz zajdzie w ciążę”.

Kobiety są wciąż nieustannie rozliczane nie tylko z tego, na co poświęcają czas wolny (nie na siebie), ale także z życia seksualnego i pracy emocjonalnej.  Praca emocjonalna to pojęcie, które ukuła amerykańska socjolożka Arlie Russell Hochschild, która zwróciła uwagę, że od pracowników sektora usług nie oczekuje się już tylko profesjonalizmu i wykonywania swoich obowiązków, ale także zaangażowania emocjonalnego, aby jak najlepiej sprzedać usługę. Dziennikarka Rose Hackman, autorka książki Praca emocjonalna (Krytyka Polityczna, 2025, tłum. Aleksandra Paszkowska) pisze wprost „najpierwotniejsze przećwiczenie kobiet i dziewcząt do tego, że przede wszystkim powinny retuszować swoje emocje, żeby dogadzać emocjom innych i wynosić je na piedestał”. W swoim eseju pisze także: „ze stawiania emocji innych na pierwszym miejscu często wynika również oczekiwanie, że kobieta weźmie na siebie więcej zadań i obowiązków, niekoniecznie mających charakter ściśle emocjonalny. Zawiezie dzieci na zajęcia w weekend, nie przyjmie awansu, przejdzie na część etatu, (…) położy się później, żeby zrobić pranie”. Jednocześnie Hackman opowiada, jak różne są reakcje kobiet i mężczyzn, kiedy opowiada im, jakim zajmuje się tematem. Ci drudzy, często reagują obronnie albo nawet oburzeniem, nawet jeśli nie znają szczegółów, ale usłyszeli tylko te dwa słowa „Praca emocjonalna”. Dziennikarka dodaje, że wykonywane nieodpłatnie prace domowe, to tylko obowiązki, za które mężczyźni nie czują się odpowiedzialni. Jednak pomijanie tej formy pracy przekłada się także na słabszy rozwój kompetencji emocjonalnych, więc i społecznych, u mężczyzn.

Dziś czasy trochę się zmieniły i coraz więcej związków opiera się na równym podziale ról albo chociaż częściowo stara się go wyrównać. Powiedzieć jednak, że jest to dzisiaj norma, byłoby zbyt dużym uogólnieniem. Najwyraźniej widać to, nie kiedy zastanowimy się, kto wynosi śmieci, odkurza, czy myje podłogi, ale kto wykonuje te drobniejsze prace, które często pozostają niezauważone, jak mycie tego, czego nie widać, dekoracja domu, zaangażowanie w życie dzieci… Koncepcja równego podziału obowiązków, chociaż coraz częściej widoczna dzisiaj w mediach czy tekstach kultury, wciąż rozpada się, jeśli wyjrzeć poza Centrum, albo przyjrzeć się temu, kiedy odbywają się większe uroczystości rodzinne, urodziny, święta, grupowe wyjazdy. To kobiety, nasze matki, babcie, spędzają dużo więcej niż osiem godzin na przygotowywaniu przyjęcia oraz gotowaniu, jednocześnie najczęściej wciąż pracując zawodowo. Bo coraz popularniejszy trend tradwife, jest sztucznym tworem opartym na więcej niż jednym kłamstwie. Po pierwsze te „tradycjonalistyczne” influencerki zarabiają na swojej działalności, często prowadząc dodatkowe biznesy. A ich postawa jest umożliwiona, ponieważ poza swoimi zarobkami miały już dogodne warunki finansowe. Natomiast nie ma w tym żadnej tradycji, ponieważ bardzo mało było momentów w historii zachodu, kiedy kobiety mogły sobie masowo pozwolić na brak jakiejkolwiek pracy. Może były to arystokratki, jednak zarówno przed wojną, jak i po wojnie w Polsce, kobiety najczęściej pracowały zarobkowo, chłopki pracowały w polu, a gospodynie domowe także wykonywały, co dzisiaj nazywamy już po prostu pracą, z tym, że nieodpłatną.

Dziś, gdy coraz częściej słyszy się o kryzysie samotności wśród mężczyzn, z okazji dnia kobiet, warto zrobić sobie prezent świadomości i podjąć chociażby próbę przeciwstawienia się bycia rozliczanym z obowiązków, do których tylko żeńska połowa społeczeństwa się poczuwa. I tak jak wspomniała Bonnie Burstow w przytoczonym na początku cytacie, podjąć próbę uratowania się od losu matki.

Źródła:

https://magazynpismo.pl/idee/strategie-przetrwania/rose-hackman-praca-emocjonalna-ktora-nie-nagradza/?utm_source=facebook&utm_medium=post&fbclid=IwY2xjawQX6XhleHRuA2FlbQIxMABicmlkETFNTW1vME0yeDdHUkJ2akRKc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHo0ND7u8ZgxHjTbRB8PkGgQnmMJuAPbf0nzXoD5ZVjnKSBUbRT77Sb-Ra4Ri_aem_RIxNUGwVHDGyzkuLIGRM6Q

Praca emocjonalna, Rose Hackman, 2025, wyd. Krytyka Polityczna, tłum. Aleksandra Paszkowska.

PIE, MAJ 2025 - Podział obowiązków domowych i jego konsekwencje dla dzietności

Autorka tekstu: Manuela Jarzębska

Korektorka: Anna Majewska

Autorka grafiki: Wiktoria Hyla