
Mglisty świat obrazów – wystawa Olgi Boznańskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie
Mglisty świat obrazów – wystawa Olgi Boznańskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie
Olga Boznańska (1865-1940) zaczęła tworzyć już w wieku 6 lat. Uczyła ją matka, która sama rysowała. Następnie brała lekcje u różnych malarzy, gdzie później uczęszczała na Kursy Malarskie im. Adriana Baranieckiego. Kolejnym krokiem był wyjazd do Monachium, ale niestety jako kobieta nie miała możliwości uczenia się w Akademii Sztuk pięknych, co spowodowało, że podejmowała lekcje w prywatnych szkołach. Wkrótce zaczęła wystawiać swoje prace m.in. w Monachium czy Wiedniu. W 1898 r. urządziła swoją pierwszą indywidualną wystawę. Ważnym momentem w jej życiu było reprezentowanie Francji w Pittsburghu, wraz z Claudem Monetem i Augustym Renoirem. W swoim życiu zdobyła liczne nagrody oraz uznanie.
Jej indywidualny styl malarski był związany z nieskrępowanym zinterpretowaniem zasad impresjonizmu. Właśnie z tego stylu przejęła jasne barwy, ale także delikatny, roztopiony w szaromglistej atmosferze sposób tworzenia obrazów. Natomiast, co jest istotne, nie należy jej łączyć z impresjonizmem. Powodem jest to, że w swojej twórczości skupiała się na portrecie psychologicznym, a nie jak w przypadku prac lub twórców związanych z impresjonizmem, na ulotnych wrażeniach wizualnych, które były typowe dla ich twórczości. Impresjoniści zasłynęli ze stosowania jaskrawych barw i szybkich pociągnięć pędzla, gdzie w pracach Boznańskiej można zauważyć użycie tonów i półtonów, aby stworzyć tajemniczy i „mglisty” efekt. Największą sławę przyniosły jej portrety, które malowała w większości w swojej pracowni. To spowodowało, że w obrazach przejawiają się jej wnętrza lub widoki z okna.
W świetle cichej melancholii
Wystawa pt. „Boznańska. Kameralnie” w Muzeum Narodowym w Krakowie, gdzie koordynatorką była Urszula Kozakowska-Zaucha, odsłania tę część twórczości artystki, która zwykle umyka wielkim narracjom o jej dorobku. To spotkanie w mniejszej skali, ale paradoksalnie – z większą bliskością. Można odnieść wrażenie, jakby ktoś uchylił drzwi do pracowni, pozwalając wejść odbiorcy nieśmiało, na palcach i ujrzeć Boznańską nie jako legendę, lecz jako osobę: skupioną, wrażliwą, a także samotną w swojej sztuce.
Chodząc po wystawie, można odnieść wrażenie, że to nie płótna wiszą na ścianach, lecz ulotne sny zatrzymane na moment, zanim rozpłyną się w powietrzu. Boznańska nie krzyczy kolorem – ona nim szepcze. Jej paleta, pełna szarości, zieleni i zgaszonych brązów przypomina o barwach, których zwykle nie zauważamy, a które składają się na naszą codzienność.
Istotnym aspektem jest pojawienie się przedmiotów z życia codziennego artystki. Te należące do niej rzeczy nie tylko mają wyjątkową wartość osobistą, lecz także zachwycają starannym wykonaniem. Niesamowitym elementem są jej stroje, w tym fartuch, który był wykorzystywany do pracy malarskiej. Można przez to odczuć prawdziwość i realność tej wielkiej artystki.
Po raz pierwszy na tej wystawie zostały zaprezentowane listy, gdzie szczególnie jeden z nich — od Józefa Czajkowskiego z 9 lutego 1900 r. — przyciągnął moją uwagę. „Nasze duchy od dawna tak nie należą do siebie, że wszelkie prawa nic tu do roboty nie mają (…)” – uważam, że te słowa przeszyły mnie na wskroś, jakby nożem. Gdy przeczytałam ten list po raz pierwszy, poczułam się jak wciągnięta w jakąś historię rodem z utworów tworzonych w epoce romantyzmu, ale tutaj ta historia wydarzyła się naprawdę. W moim odczuciu niektóre dusze są po prostu dla siebie stworzone, ale rzeczywistość i związane z nią decyzje powodują, że trzeba wybrać to, co jest sprzeczne z nami.
Wchodząc do sali pełnej portretów, zawieszonych jeden przy drugim, miałam wrażenie jakbym była na wystawie w Paryżu czy Londynie, a nie w Krakowie. Uważam, że zastosowany pomysł wypadł bardzo profesjonalnie i osiągnął zamierzony efekt. Każdy z obrazów oferuje nam historię zupełnie innej osoby, która miała inne marzenia oraz plany życiowe. Myślenie o tych wszystkich osobach wzbudza we mnie liczne emocje oraz pytania: czy osiągnęli w życiu to, czego chcieli? Czy ich życie pokazało im to, co najpiękniejsze? Czy poznali miłość życia?
„Kameralnie” nie oznacza tu ograniczenia, lecz zbliżenie. Wystawa przypomina, że Boznańska była mistrzynią subtelności. Jej obrazy nie domagają się naszej uwagi, nie atakują jej. Powodują, że chcemy je oglądać z różnych odległości by dostrzec coś innego, nowego a może niedostrzegalnego. Raczej odbiorca jest zapraszany przez nie, by podejść coraz bliżej, aż do momentu, gdy dostrzeżemy ukryte w nich drżenie koloru, cień emocji, delikatny ruch pędzla.
Ta krakowska prezentacja umożliwia odbiorcy wyjątkową okazję na spotkanie z artystką taką, jaką była w chwilach twórczej samotności – bez tłumu wokół, bez presji wielkich sal. Kameralność staje się tutaj wartością samą w sobie – pozwala zatrzymać się, złapać oddech, aby później wejść w świat Boznańskiej i się w nim zatracić.