Między tabu a ekspresją. Wulgaryzmy i przekleństwa we współczesnej polszczyźnie

Język polski, ceniony za swoje bogactwo literackie i gramatyczną złożoność, posiada równie rozbudowane, choć często marginalizowane, wulgaryzmy. 

Przez lata panowało przekonanie, że „łacina podwórkowa” jest domeną osób o niskim statusie społecznym lub niskim poziomie wykształcenia. Współczesne badania językoznawcze i socjologiczne burzą jednak ten mit. 

Wulgaryzmy przestały być językowym marginesem – przeniknęły do mediów, literatury, a nawet polityki, stając się powszechnym elementem komunikacji Polaków.


Wulgaryzm a przekleństwo – ważna dystynkcja

W potocznej świadomości terminy „wulgaryzm” i „przekleństwo” są traktowane jako synonimy. Jest to jednak błędne założenie, co podkreślają badacze języka. Chociaż pojęcia te są ze sobą spokrewnione, opisują różne zjawiska i nie są tożsame.

Za pomocą wulgaryzmów mówiący ujawnia swoje emocje względem kogoś lub czegoś, łamiąc przy tym tabu kulturowe (zazwyczaj obyczajowe, religijne lub seksualne). Co istotne, definicja ta nie zakłada, że wulgaryzm musi być z natury negatywny – może on wyrażać także aprobatę (np. słowo „zaje*isty”).

Z kolei przekleństwo ma charakter bardziej spontaniczny. To słowo (często wulgarne), które służy nagłemu rozładowaniu napięcia, ale – co kluczowe – jest semantycznie puste. Przekleństwo nie przekazuje żadnej treści informacyjnej, działając w zdaniu jako swoisty „przecinek” lub wykrzyknik.


Dlaczego przeklinamy? Funkcje psychologiczne i komunikacyjne

Dlaczego, mimo społecznego tabu, wulgaryzmy są tak trwałe? Wynika to z faktu, że pełnią funkcje, których nie są w stanie zastąpić słowa neutralne:

  1. rozładowanie napięcia: to najczęstsza przyczyna sięgania po przekleństwa. Wielu z nas używa ich pod wpływem silnych emocji. Wulgaryzm działa jak wentyl bezpieczeństwa – pozwala na szybkie obniżenie poziomu stresu czy bólu. Jest reakcją układu limbicznego, a nie wynikiem racjonalnej analizy;

  2. ekspresja: wulgaryzmy są nośnikiem ogromnego ładunku emocjonalnego. Pozwalają na natychmiastowe zasygnalizowanie otoczeniu stanu wzburzenia, gniewu, ale też euforii;

  3. budowanie więzi: w grupach nieformalnych wspólne łamanie tabu językowego zbliża. Używanie wulgaryzmów może sygnalizować komunikat: „ufam ci”, „nie musimy udawać”;

  4. funkcja stylistyczna: w literaturze i filmie wulgaryzmy są niezbędne do budowania autentyczności postaci. Trudno wyobrazić sobie wiarygodny dialog prowadzony literacką polszczyzną w świecie przestępczym czy w warunkach wojennych.


Pułapka dewulgaryzacji

Powszechne użycie wulgaryzmów prowadzi do ciekawego zjawiska zwanego dewulgaryzacją, określaną również jako nobilitacja wulgaryzmów. Wskutek częstego powtarzania wyrazy te tracą swój pierwotny, szokujący ładunek ekspresywny i zaczynają być postrzegane jako zwykłe kolokwializmy.

Idealnym przykładem jest słowo „zaje*isty”. Etymologicznie pochodzi ono od czasownika je*ać, należącego do grupy słów o najsilniejszym nacechowaniu wulgarnym. Obecnie jednak przymiotnik ten funkcjonuje w świadomości wielu użytkowników jako pozytywne określenie czegoś atrakcyjnego i pojawia się nawet w telewizji śniadaniowej czy programach rozrywkowych. 

Dewulgaryzacja sprawia, że słowa te przestają razić, stając się „przezroczystym” elementem tła, co z kolei zmusza język do poszukiwania nowych, silniejszych środków wyrazu, by znów móc łamać językowe tabu.


Czy wulgaryzmy są potrzebne?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Z jednej strony, nadmierne stosowanie wulgaryzmów, zwłaszcza w funkcji „przecinków” (przekleństw pustych semantycznie), prowadzi do zubożenia języka i świadczy o braku kultury osobistej. Jeśli wulgaryzm zastępuje nam każde inne określenie – nasz świat pojęciowy ulega spłyceniu.

Z drugiej strony, całkowita eliminacja wulgaryzmów uczyniłaby język sztucznym. Są one narzędziem ekspresji, buntu i ostatecznym środkiem wyrazu w sytuacjach skrajnych. Jak pokazują definicje badaczy, wulgaryzm to po prostu jednostka leksykalna służąca ujawnianiu emocji. 

Wulgaryzmy są potrzebne jako „ostra przyprawa” języka, jednak ich nadużywanie sprawia, że potrawa staje się niejadalna. Kluczem pozostaje więc kontekst i świadomość językowa – umiejętność odróżnienia sytuacji, w której „rzucenie mięsem” jest uzasadnione psychologicznie, od sytuacji, w której jest zwykłym prostactwem.


Bibliografia:

Szpyra-Kozłowska Jolanta (2025), Jak wulgarne są wulgaryzmy? Kto i jak często przeklina? Studium empiryczne, „Język Polski. Pismo Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego” t. 105, nr 1, str. 53–66, https://jezyk-polski.pl/index.php/jp/article/view/1024 [dostęp: 16.02.2026].

Hądzlik-Dudka Magdalena (2014), Wulgaryzmy a przekleństwa w kontekście przemian w komunikacji językowej, „Studia Filologiczne Uniwersytetu Jana Kochanowskiego” t. 27, str. 151–160, https://studiafilologiczne.ujk.edu.pl/sf/view/518 [dostęp: 17.02.2026].