
„Odyseja”
Opowieść opowieści
Z ekranizacją Odysei jest trochę tak, jak z jej kolejnymi tłumaczeniami. Wciąż powstają nowe, a jednak długo zajęło, żeby ktoś miał odwagę zmierzyć się z tym dziełem na tyle, żeby jak Emily Wilson obedrzeć go z utartych schematów, powielanych przez kolejnych tłumaczy i podważyć przyjęte interpretacje. Jednocześnie z natury Odysei wynika, że będzie ona interpretowana wciąż na nowo.
Odyseja jest opowieścią opowieści i dlatego wciąż ją opowiadamy. Mówi ona o świecie, którego już nie ma, ale również powstała w świecie już nieistniejącym. Jest bardziej uniwersalna niż Król Edyp, Mit o Gilgameszu czy Pieśń o Rolandzie. To bardzo wdzięczna historia, bo można przedstawić ją jako bajkę, serial – gdzie każdy odcinek to inna przygoda Odyseusza, film przygodowy albo moralitet, gdzie podróż tytułowego bohatera jest tak naprawdę wyprawą w głąb samego siebie, a nie latami przeklętej żeglugi i nierównej walki z bogami. Zresztą podejście starożytnych Greków do bogów też było bardzo naciągane, a czasami umowne. Raczej nie wierzyli oni, że ci faktycznie żyją na szczycie Olimpu, a stanowili oni raczej moralny drogowskaz i uzasadnienie najróżniejszych zjawisk, pór roku czy istnienia gwiazd na niebie. Poniekąd na takie podejście zdecydował się Christopher Nolan, pozostając w kluczu swojej twórczości, w której bohater często mierzy się przede wszystkim z wewnętrznymi demonami, których w tej wersji uosobieniem jest Atena.
Reżyser postanowił jednak nie odchodzić od swojego amerykańskiego punktu widzenia. Kiedy premierę miał Oppenheimer, to wiele głosów zwracało uwagę, że film nie poświęca ani chwili na perspektywę ofiar bomby atomowej, ani na pokazanie realnej skali zniszczenia, za jakie odpowiedzialni byli jej stwórcy i autorzy projektu Manhattan. Tym razem jednak zniszczenie Troi i jej skutki wybrzmiało z ekranu wprost, bo Odyseusz jako postać, tak naprawdę ponadczasowa – chociaż dziesięć lat wojny trojańskiej i dziesięć lat tułaczki to drugie najsłynniejsze dwudziestolecie, po dwudziestoleciu międzywojennym – funkcjonuje trochę poza czasem. Jako jedyny jest świadomy prawdziwych powodów wojny, kim są ludy morza oraz że cywilizacja brązu dobiegła końca i wie, co nadejdzie. Odyseja jest na tyle wdzięcznym materiałem, że nie warto kłócić się o to, co autor miał na myśli, gdyż Homer także jest postacią na wpół mityczną, a samo dzieło śpiewem przekazywane było przez wielu aojdów i nie wiadomo przez kogo zostało oryginalnie spisane w VIII wieku przed naszą erą.
Zanim jeszcze zobaczymy na ekranie Odysa, wiemy już, jaką sławą okryta jest jego osoba, urastająca już kilka lat po wojnie do rangi legendarnego bohatera. Jego kolejnym celem był powrót do domu, do ukochanej rodziny, ale także bezpieczne przeprawienie na Itakę swojej armii. Odyseusz to dobry ojciec i dowódca zawsze dbający o swoich. Choć po upadku Troi jest pełen wątpliwości, rozczarowany postawą żołnierzy, to podczas jego retrospekcji widzimy, że nie brał on udziału w tych okrucieństwach. To właśnie on wymyślił pułapkę z koniem trojańskim i widział, jak żołnierze grabią miasto, bezczeszczą pomniki kultury i religii oraz gwałcą i mordują. Obserwował te wydarzenia, nie reagował na nie, ale też nie brał w nich bezpośredniego udziału. W filmie Odyseusz jest koniec końców prawy, pozwolił sobie jedynie na pychę, oślepiając cyklopa, ale szybko tego pożałował. Oryginalnie Odys przedstawił się cyklopowi jako Nikt, więc ten nie mógł powiedzieć innym, kto odpowiada za jego cierpienie. Odchodząc, Odys nie zdradził swojej tożsamości, co sprowadziło na niego i jego załogę gniew jego ojca, boga Posejdona. Kiedy później w Hadesie polegli wojownicy uświadamiają mu jego wojenną winę, Agamemnon daje mu porady, które później uratowały Odyseusza i jego syna. Jest on też wierny – wierny swojemu panu, królowi Menelaosowi, kiedy ten wysyła swoich wasali na wojnę i wierny swojej żonie przez cały ten czas.
Jednym z najczęstszych zarzutów wobec Nolana jest to, że nie potrafi on pisać dobrych, pogłębionych postaci kobiecych. Tutaj jednak podjął próbę, którą uważam za częściowo udaną. Odyseusz jest wierny Penelopie, tak jak ona jemu. Broni jego tronu przez dwadzieścia lat, stwierdza, że to ona rządziła Itaką przez ten czas, nie uzurpując tronu, a czekając na męża. Ale z drugiej strony nie widzimy tych jej rządów. Wyspa w filmie nie jest prawie w ogóle pokazana, ich syn nie został przygotowany do przejęcia władzy, a królowa ukrywa się przed zalotnikami, nie mając wciąż kontroli ani nad swoim życiem, ani nad tym jak traktowany jest jej syn, następca tronu. Telemach nie może zareagować, nawet kiedy z pałacu wyrzuca się jego psa.
W Eposie jednak, Odys w trakcie swojej przeprawy związał się z Kirke, miał z nią syna i pozostawał na jej wyspie przez ponad rok. Natomiast filmowy Odyseusz – superbohater, jest wierny tylko ukochanej żonie.
Epizod z Kirke, to jeden z najlepszych elementów filmu, mimo jego różnicy względem oryginału. Czarodziejka przemienia załogę w świnie, jednak wyraźnie podkreśla, że to ich prawdziwa forma, a ludzka postać to tylko przebranie. Twierdzi, że chociaż jeszcze jej nie skrzywdzili, to prędzej czy później by tego dokonali. Końcowa retrospekcja pokazująca akty okrucieństwa podczas podboju Troi tylko to potwierdza.
Najbardziej „kontrowersyjna” kwestia kobieca w filmie to obsadzenie w roli Heleny Lupity Nyong’o. Od samego początku wywoływało ono mnóstwo kontrowersji i wściekłość „znawców” oryginału. Byli oni w stanie przymknąć oko na cyklopa, czarodziejki i podróż do zaświatów, ale nie na to, że czarnoskóra kobieta może zostać, w jednej z wielu interpretacji, uznana za najpiękniejszą, bo w jednej z przyjętych wersji eposu Helena Trojańska, która wykluła się z łabędziego jaja, miała jasne włosy i jasną skórę. Takie wyobrażenie najpiękniejszej kobiety świata nie wzięło się jednak z prawdy objawionej, a z bardzo prozaicznej przyczyny – w Grecji nie było blondynek. Jasne włosy oraz cera nie są typowe dla regionu śródziemnomorskiego i zawsze były dość rzadkie dla ludzkości. Takie nietypowe cechy przypisywano więc bóstwom lub miały być efektem boskiej interwencji. Ponieważ spuścizna grecka i rzymska są trzonem dzisiejszej kultury zachodniej, to przyjęło się, że jasne cechy są tymi piękniejszymi i bardziej pożądanymi. W Troi (2004) w rolę Heleny wcielała się Niemka i blondynka Diane Kruger, która wpasowuje się w przyjęte kanony piękna. Jednak mało prawdopodobne jest, że w starożytnej Grecji urodziłaby się kobieta o jasnych włosach, bladej skórze i niebieskich oczach. Decyzja reżysera była słuszna, bo skoro twarz Heleny „wysłała setki mężczyzn na wojnę”, to teraz setki mężczyzn w Internecie kłóci się właśnie o urodę Lupity Nyong’o.
Przedstawienie postaci kobiecych w tym filmie ujawnia jednak potencjał, jaki kryje się za nimi. Nolan nie jest specjalistą od pisania żeńskich charakterów, raczej nie poradziłby sobie w napisaniu scenariusza, który skupiałby się na tym. Film daje nam zarysy tego, czym mogłaby być taka produkcja. Zgłębienie postaci Penelopy, ale też Kirke oraz skupienie się nad pełną poczucia winy Heleną, która padała ofiarą boskiego zakładu czy skonfliktowanej Klitajmestry to historie czekające na swoją szansę. Bo w tej kwestii Nolan daje pewien zarys, ale nie pogłębia go. Helena na ekranie pojawia się zaledwie w kilku ujęciach. Mimo iż wspomniane jest, że prawdziwym powodem wojny jest chęć zdobycia nowych szlaków handlowych, to Menelaos ma żal do żony. Nie wiemy nic o tym, czy w tej wersji Helena zakochała się w Parysie, czy (jak popkultura lubi zapominać) jej czyny były efektem boskiego zakładu, urokiem rzuconym na kobietę, która przecież została uprowadzona przez domniemanego kochanka.
Tak samo jest w przypadku Klitajmestry. Mimochodem rzuca się, że miała ona żal do Agamemnona za poświęcenie ich córki, jednak przez całą resztę filmu jest on przedstawiany w zbroi herosa, która daje mu niezwykłą aurę, bohater zdradzony przez niewierną żonę. W mitologii jednak porwał on Klitajmestrę, po wcześniejszym napadzie na jej królestwo, zamordowaniu męża i synka. Później chciał złożyć w ofierze ich córkę, a z wojny wrócił z kochanką, Kasandrą.
Unikając kategorii takich jak „kino męskie” i „kino żeńskie”, Nolan mimo wszystko tworzy swoje filmy, wyobrażając sobie męskiego odbiorcę. Chociaż jest dobrym scenarzystą, to tworzone przez niego postacie kobiece mają wypełnić jedynie parytet.
Od premiery filmu widzowie sprzeczają się co do jakości tej wersji eposu, tak jakby oczekiwano, że znany i nagradzany hollywoodzki reżyser z automatu będzie tym, który w końcu zinterpretuje Odyseję tak, jak trzeba, tak, jak powinno to zostać zrobione. Trudno oddzielić tę dyskusję od kwestii płci i rasy. Nieważne, że Nolan, nawet jeżeli lubi filozoficzne motywy w swoich filmach i ma dobry zmysł estetyczny, to kręci po prostu filmy akcji. Sukces Oppenheimera nie wynikał z jego zarysowanego, ale pogłębionego czarno-białymi kadrami i dramatyczną muzyką, konfliktu wewnętrznego, a właśnie z tego, że dobrzy amerykanie pokonali złych Japończyków, to białe dobro wygrało z czarnym złem. Sukces Odysei nie wynika z walorów artystycznych, których filmowi nie trzeba odmawiać. Zdjęcia są ładne, kadry przemyślane, w tle cały czas płynie genialna muzyka Ludwiga Göranssona, przypominająca o tym, że oryginalnie Odyseja była śpiewanym eposem, a film otwiera aojda (którym miał być też Homer), w którego wciela się raper, Travis Scott (jedna z najciekawszych decyzji reżyserskich). Sukces filmu wynika z tego, że Odyseusz, niczym superbohater, jest lepszy niż cała reszta, rozumie więcej, ma piękną żonę (tak, tak naprawdę to Penelopa, do której napakowany Matt Damon wraca, ma wpisywać się w zachodnie kanony piękna kobiety, która dzięki swojej urodzie warta jest wierności) i ostatecznie udobruchał bogów, ponieważ zawsze szanował ich prawa. I wszystko to zostało zaserwowane przez białego, hollywoodzkiego reżysera kina akcji, który po nakręceniu Batmanów i Incepcji mógł sobie pozwolić na swoją, wielobudżetową wersję opowieści nad opowieściami.