
Piotr Rubik Airways
Piotr Rubik Airways
Wracając z pięknej, pełnej historii Grecji, zastanawiałam się nad tym, jak osobliwe zwyczaje mają ludzie w podróży. Nigdy nie żenowało mnie, kiedy pasażerowie klaszczą po wylądowaniu samolotu. Uważam to za miły gest - coś na kształt podziękowania dla orkiestry po udanym koncercie. Wiem też, że wiele osób odczuwa w trakcie lotu spory stres i takie symboliczne „przyklaskanie”, raz czy dwa razy, po prostu daje upust ich emocjom. Czy trzeba się z tego śmiać?
Może ten zwyczaj wcale nie jest taki dziwny. Przecież my, jako naród, mamy w genach pewien rodzaj rytmicznego entuzjazmu. Skąd to wiem? Wystarczy puścić „Niech mówią, że to nie jest miłość” Piotra Rubika - i zanim ktokolwiek zdąży pomyśleć o refrenie, cała sala już klaszcze w tym charakterystycznym, ,,rubikowym’’ rytmie. To ten rodzaj klaskania, który jest silniejszy od człowieka. Nie da się go powstrzymać. Człowiek słyszy „nieeech mówią…” i ręce same zaczynają żyć własnym życiem. Nikt nie mówi wtedy: „Ojej, ale to wiocha!”. Wręcz przeciwnie - traktujemy to jako element przeżycia. Klaskanie w tej piosence to przecież osobny instrument, wpisany w partyturę emocji. Tam się nie tylko słucha - tam się uczestniczy. Jeśli potrafimy entuzjastycznie klaskać w rytm Rubika, stojąc w tłumie pod sceną, owinięci emocjonalnym crescendo, to czemu śmiejemy się z tych, którzy klaszczą po lądowaniu? Czy to naprawdę aż tak inna sytuacja? Jedni klaszczą, bo poruszyła ich muzyka, drudzy - bo wylądowali cało i zdrowo. Jedni wyrzucają emocje po finale utworu, drudzy - po finale lotu. Mechanizm ten sam.
A może w ogóle powinniśmy promować klaskanie jako nowy narodowy rytuał wdzięczności? Zacznijmy klaskać każdemu kierowcy transportu publicznego za udany kurs. Wysiadamy z tramwaju - brawa. Autobus dojechał punktualnie - owacja na stojąco. Kierowca PKS-u ominął dziurę wielkości Morza Bałtyckiego - przynajmniej trzy bisy. Wyobrażam to sobie bez trudu: cały autobus wstaje przy pętli i w ,,rubikowym’’ rytmie „niech mówią…” bije brawo, a kierowca kiwa głową jak dyrygent po symfonii życia.
Absurd? Może. Ale pokazuje jedno - że trochę wdzięczności jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Bo może właśnie o to chodzi - i w podróży, i w życiu. O trochę uśmiechu. O trochę oklasków. O trochę wyrozumiałości wobec cudzych emocji i starań.