Powrót
Piotr Rubik Airways

Piotr Rubik Airways

Julia Kokoc
Autorka tekstu
Julia Kokoc
Instagram
Joanna Gonsior
Korektorka
Joanna Gonsior
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 marca 2026

Piotr Rubik Airways

Wracając z pięknej, pełnej historii Grecji, zastanawiałam się nad tym, jak osobliwe zwyczaje mają ludzie w podróży. Nigdy nie żenowało mnie, kiedy pasażerowie klaszczą po wylądowaniu samolotu. Uważam to za miły gest - coś na kształt podziękowania dla orkiestry po udanym koncercie. Wiem też, że wiele osób odczuwa w trakcie lotu spory stres i takie symboliczne „przyklaskanie”, raz czy dwa razy, po prostu daje upust ich emocjom. Czy trzeba się z tego śmiać? 

Może ten zwyczaj wcale nie jest taki dziwny. Przecież my, jako naród, mamy w genach pewien rodzaj rytmicznego entuzjazmu. Skąd to wiem? Wystarczy puścić „Niech mówią, że to nie jest miłość” Piotra Rubika - i zanim ktokolwiek zdąży pomyśleć o refrenie, cała sala już klaszcze w tym charakterystycznym, ,,rubikowym’’ rytmie. To ten rodzaj klaskania, który jest silniejszy od człowieka. Nie da się go powstrzymać. Człowiek słyszy „nieeech mówią…” i ręce same zaczynają żyć własnym życiem. Nikt nie mówi wtedy: „Ojej, ale to wiocha!”. Wręcz przeciwnie - traktujemy to jako element przeżycia. Klaskanie w tej piosence to przecież osobny instrument, wpisany w partyturę emocji. Tam się nie tylko słucha - tam się uczestniczy. Jeśli potrafimy entuzjastycznie klaskać w rytm Rubika, stojąc w tłumie pod sceną, owinięci emocjonalnym crescendo, to czemu śmiejemy się z tych, którzy klaszczą po lądowaniu? Czy to naprawdę aż tak inna sytuacja? Jedni klaszczą, bo poruszyła ich muzyka, drudzy - bo wylądowali cało i zdrowo. Jedni wyrzucają emocje po finale utworu, drudzy - po finale lotu. Mechanizm ten sam.

A może w ogóle powinniśmy promować klaskanie jako nowy narodowy rytuał wdzięczności? Zacznijmy klaskać każdemu kierowcy transportu publicznego za udany kurs. Wysiadamy z tramwaju - brawa. Autobus dojechał punktualnie - owacja na stojąco. Kierowca PKS-u ominął dziurę wielkości Morza Bałtyckiego - przynajmniej trzy bisy. Wyobrażam to sobie bez trudu: cały autobus wstaje przy pętli i w ,,rubikowym’’ rytmie „niech mówią…” bije brawo, a kierowca kiwa głową jak dyrygent po symfonii życia.

Absurd? Może. Ale pokazuje jedno - że trochę wdzięczności jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Bo może właśnie o to chodzi - i w podróży, i w życiu. O trochę uśmiechu. O trochę oklasków.  O trochę wyrozumiałości wobec cudzych emocji i starań.