Powrót
Postmodernistyczny barok – o „Marcepanie” Marty Bijan

Postmodernistyczny barok – o „Marcepanie” Marty Bijan

Marta Regiewicz
Autorka tekstu
Marta Regiewicz
Monika Konkol
Korektorka
Monika Konkol
Joanna Gonsior
Autorka grafik
Joanna Gonsior
Instagram
14 kwietnia 2026

Postmodernistyczny barok – o Marcepanie Marty Bijan

Marta Bijan dała poznać się szerszej publice jako piosenkarka i autorka książek z kategorii young adult (warto wspomnieć chociażby o głośnych Muchomorach w cukrze). Niewiele osób jednak zna ją jako poetkę – a wielka szkoda, ponieważ mimo młodego wieku prezentuje bogaty warsztat i dojrzałość poetycką. Omawiany przeze mnie Marcepan jest tomem szczególnym, ulubionym mojego typu, czyli dekonstruujący tradycje, uaktualniający spróchniałe mity – po prostu skłaniający do zastanowienia.

                                                                                       * * *v 

o mnie mówi się że

coś stworzyła

a ja mam puste wnętrze

tylko odbija się we mnie

jak w szklanej ozdobie

wszystko co

straszne

i piękne

nawet miłości i śmierci

o których piszę

nie są i nigdy nie były

moje

Przytoczony powyżej wiersz figuruje jako ostatni w tomiku Marcepan Marty Bijan. Prezentuje się jako swoiste rozebranie piszącego poezję podmiotu lirycznego, którego (na pierwszy rzut oka) możemy utożsamić z sama autorką. Przyjmijmy więc tę tezę na moment. W utworze paradoksalnie ściągnięta zostaje maska biografizmu, często narzucającego się podczas czytania utworów literackich. Poetka pisze, że jej twórczość nie wynika z jej wnętrza, które jest „puste”, a z zaobserwowanych doświadczeń. Czy możemy jednak jej całkowicie w to uwierzyć? Ciekawe jest również bezpośrednie wskazanie motywów królujących w Marcepanie: „nawet miłości i śmierci/ o których piszę”. W tomiku autorka dość często podejmuje się reinterpretacji jednego z najciekawszych toposów. Wiersz *** (o mnie mówi się że) jest więc pewnym podsumowaniem, odautorskim komentarzem mówiącym: oto, co powinieneś wiedzieć, czytelniku, o Marcepanie.

Eros i Tanatos – bogowie greccy będący kulturowymi symbolami miłości/życia i śmierci/przemijania. Z jednej strony zdają się być wykluczającymi się przeciwieństwami, psychoanaliza pokazała jednak, że miłość nieodłącznie spleciona jest ze śmiercią i odwrotnie. Ścieranie się tych dwóch popędów jest wpisane w ludzkie życie, co ukazywane było szczególnie w baroku, gdzie (często za pomocą figury konceptu) poeci prezentowali ból związany z uczuciem miłości – tym spełnionym jak i niespełnionym. Podobnie u Bijan, miłość powoduje cierpienie, jest ono niekiedy dosadne – duchowo i cieleśnie krwawiące, innym razem jest niedopowiedziane czy też nieuświadomione. Przeważają wiersze przedstawiające dwa różne doświadczenia związane z miłością:

Ból relacji miłosnej 

  • zanim wyjdziesz 

  • więcej 

  • miłość wychodzi po cichu

  • ***(przed kim uciekasz we śnie)

  • wszystkie śmierci motyli 

  • *** (duchy wszystkich mężczyzn […])

  • cmentarz

  • sztokholm

Uwieranie miłości niespełnionej

  • ***(szukałam cię w metrze […])

  • tak cię mieć

  • ***(widzę jak ją całuje i czasem się gubię)

  • ćma

  • nigdy nas nie nazywaj

  • ***(spójrz na nich)

  • eliksir miłości

  • ***(postawić stopę tak)

Możemy tu zauważyć swoisty paradoks (który również jest figurą, z której często korzystano w baroku) – obojętnie, czy uczucie jest, czy go nie ma, pozostaje niedosyt i cierpienie. Mimo powtarzalności tematów nie należy posądzać autorki jedynie o monotematyczność; bohaterka liryczna wychodzi naprzeciw dawnemu stereotypowi kobiety jako pragnącej i doświadczającej w swoim życiu tylko miłości. Marcepan jawi się jako poszukiwanie zagubionego „własnego ja” utraconego przez doświadczenia i dojrzewanie, dlatego też np. w eliksirze miłości pojawia się wyznanie: „eliksir miłości, który pichciłam latami/ dla Ciebie/ do dna/ jednak/ wypiłam sama”, gdzie zauważamy przejście z kochania kogoś do kochania samej siebie. Można więc wywnioskować, że przez opis doświadczeń prezentowany w utworach dochodzi do powolnego, uświadomionego uwalniania się z niezdrowych schematów kobiety i przedstawia się proces „odzyskiwania się” zakopanej wcześniej w relacjach bohaterki lirycznej. Miłość u Bijan jest miłością zakończoną (kończącą się), bądź nigdy niezaczętą – nie ma nic pomiędzy. Jeśli jednak potraktujemy te wiersze jako opowieść o jednej relacji, to zauważalny jest ich układ w tomiku: utwory mówiące o bólu (końcu) miłości są usytuowane na początku zbioru, a te oznaczające uwieranie miłości niespełnionej są najczęściej po nich, co wskazuje na to, że będą odzwierciedlały uczucie straty relacji już minionej (która mogła się również miłośnie przecież nie spełnić) oraz próby poradzenia sobie z tym. Sugerowałyby to w szczególności wiersze ***(widzę jak ją całuje i czasem się gubię) oraz ***(postawić stopę tak), gdzie bohaterka liryczna próbuje radzić sobie z uczuciem zazdrości spowodowanym wejściem dawnego ukochanego w nowy związek. Czy w takim razie miłość jest w ogóle kiedykolwiek w utworach Bijan obecna? To królik, którego się wyłącznie goni, wciąż się przewracając. Paradoks obecny w tomiku Marcepan można odczytać w duchu barokowej poetyki konceptu: barok szczególnie upodobał sobie figurę sprzeczności jako narzędzie ukazywania niejednoznaczności ludzkiego doświadczenia. W literaturze XVII wieku zdarzało się, że paradoks był sposobem wyrażania egzystencjalnego rozdarcia. U Bijan podobna konstrukcja działa na poziomie emocjonalnym: miłość jednocześnie jest i jej nie ma, przynosi spełnienie tylko po to, by natychmiast odsłonić pustkę.

Oddech Tanatosa czuć praktycznie we większości utworów Marcepanu, jednak wspólny taniec dwóch bogów jest niepodważalnie obecny w czterech utworach:

I. sztokholm

Tytuł może nawiązywać do psychologicznego zjawiska syndromu sztokholmskiego, w którym ofiara mimo doznanej krzywdy wciąż pozostaje w relacji z oprawcą, często przy tym usprawiedliwiając jego działania. W wierszu mężczyzna porównany jest do drapieżnych zwierząt, posiada „dłonie sępy” (ptaki zjadające padlinę i zwiastujące śmierć), włóczące się po nagim ciele oraz rozbłyskujące zęby, jak u drapieżników polujących na swe ofiary. Samo miejsce sytuacji lirycznej nazwane jest „cmentarzem poranków”. Wiersz jawi się jako liryczny zapis gwałtu, nie jest on dosłownie opisany, lecz dosadnie odczuwalny z kontekstu. Podmiot liryczny nie uczestniczy w wydarzeniu, jest obserwatorem – depersonalizacja jest bowiem częstym zjawiskiem pojawiającym się jako mechanizm obronny podczas doznanej traumy.

II. *** (duchy wszystkich mężczyzn, którzy we mnie umarli)

***

duchy wszystkich mężczyzn, którzy we mnie umarli

wciąż nawiedzają moje ciało

zatruwają umysł jak przegniły rak

zatruwa rzekę

Francuzi mają dość ekscentryczne powiedzenie na doznanie orgazmu: la petite mort, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „małą śmierć”. Dość naturalnie utożsamiono uczucie odrętwienia i chwilowej utraty świadomości podczas stosunku z doznaniem śmierci. To połączenie obecne jest również u Bijan, która przedstawia dawne relacje/uniesienia jako cielesną i duchową zarazę toczącą podmiot liryczny. Rak jako homonim zwierzęcia oraz choroby pojawia się w jej tomiku dwa razy, co utwierdza czytelnika w interpretacji. Gra słowna jest również w niedopowiedzeniu wskazującym na orgazm: skoro w niej umarli (doszli), to nawiedzają ją ich duchy (wspomnienia).

III. cmentarz

Cmentarz jest miejscem, gdzie najmocniej odczuwa się życie, ponieważ w otoczeniu ciszy, przemijania i wspomnień uświadamiamy sobie własną śmiertelność. Kontakt z grobami zmusza do refleksji nad kruchością egzystencji i przypomina o konieczności doceniania każdej chwili, zatrzymania się w pędzie codzienności. Budzi jednak w nas również strach przed nieuniknionym. Marta Bijan kolejny raz porównuje relacje do tematyki śmierci, ukazując bolesny dynamizm dwóch osób. Przywołuje prawdopodobnie wspólnie spędzoną noc bez zaangażowania emocjonalnego, traktowaną jako „dopaminowy odskok od rzeczywistości”. Porusza temat dewaluacji współczesnych romantycznych relacji międzyludzkich, które są martwe i złudne.

IV. wszystkie śmierci motyli

Na początku utworu pojawiają się „końce życia” wynikające z natury:

[…]

wszystkie erupcje świata, które przeżyliśmy

wszystkie śmierci motyli i kwiatów w naszym domu

[…]

Jest to metafora relacji burzliwej, przechodzącej przez wiele kryzysów i rozstań. Motyl jako symbol pięknego odrodzenia jest tutaj martwy, kwiaty (w szczególności te ścięte, „umierające”) często oznaczają wanitatywność.

W następnym wersie dowiadujemy się o „kościach dawnych snów rzuconych pod łóżko”; sny kojarzone również z marzeniami są w takim razie przeterminowane, również martwe, schowane ze wstydem pod łóżko, które jako miejsce związane z intymnością i spokojem, staje się tutaj trumną relacji.

W wierszu odczuwalne są zniechęcenie i zaniechanie walki o miłość, która tak jak wcześniej wymienione zjawiska zaczyna obumierać, bądź już umarła i jest podtrzymywanym nienaturalnie przy życiu trupem.

Będąc pierwszoroczniakiem usłyszałam na zajęciach z interpretacji, że największym odautorskim komentarzem o dziele jest jego tytuł. Motywów cukierniczych w Marcepanie praktycznie nie ma, co skłania mnie w stronę symbolicznych poszukiwań znaczenia tytułu tomiku. Marcepan jest stosowany najczęściej (przez swoją plastyczność) do tworzenia wymyślnych dekoracji cukierniczych, stosowany był już w baroku podczas konceptualnego tworzenia niezwyczajnych słodkich budowli. Należało przede wszystkim zadziwić gości, nakarmienie ich schodziło na dalszy plan. Również w tym okresie na przyjęciu weselnym marcepan zastąpił kołacza, którego podanie było sygnałem do rozpoczęcia nocy poślubnej. Należy przy tym dodać, że w starożytności owoce migdałowca (główny obok cukru składnik marcepanu) były symbolem płodności. Kolejnym (już bardziej współczesnym) marcepanowym tropem są baranki wielkanocne, do dziś obecne w święconkach. Powód połączenia święta upamiętniającego śmierć Chrystusa ze słodkim produktem jest prosty i zaskakujący – wynika z podobieństwa fonetycznego.

Już same te konteksty sugerują, że marcepan jest nośnikiem symboliki przemiany i rytuału przejścia. W ten sposób zostaje wpisany między doświadczenia miłości i cielesności a obrazami cierpienia i śmierci. To właśnie współobecność tych porządków sprawia, że motyw ten organizuje sens całego tomu. Marcepan jako znak słodyczy zostaje naznaczony doświadczeniem bólu i przemijania, przez co staje się figurą androgeniczną, skupiającą w sobie jednocześnie pierwiastek życia i śmierci. Nic dziwnego, że odnajdujemy to również w tytułowym wierszu Marty Bijan:

 marcepan

tamtej zimy stałam na brzegu miasta

skostniała jak myśl o piątej rano

bez konturów i pamięci

z cukierni dobiegały zapachy snów

o dłoniach, które mnie wypuściły

byłam wtedy z cukru i migdałów

prawie jak rozwarte podniebienie słodkiej śmierci

nieznajomego poety

szczękał zębami mróz

to była jedna z tych nocy

kiedy nie byłam z krwi i kości

i wystarczało ogrzać mnie

w palcach

żebym przybrała kształt kobiety

Motyw Erosa i Tanatosa w przytoczonym utworze jest wpisany w doświadczenie podmiotu. Śmierć zostaje określona jako słodka – woń zgnilizny ma charakterystyczny słodkawy zapach. Marcepan, obecny zarówno przy weselu (Eros), jak i w kontekście pasyjnym (Tanatos), łączy te dwie sfery przy użyciu jednego symbolu. Słodycz staje się maską śmierci, a śmierć – elementem wpisanym w doświadczenie miłości i tworzenia. Obrazy zimna i bezkształtności współistnieją z motywem ciepła, dotyku i nadawania formy. Podmiot znajduje się w stanie nieokreśloności, „bez konturów i pamięci”, a możliwość przybrania „kształtu kobiety” pojawia się dopiero pod wpływem relacji i bliskości. Marcepan jako tworzywo plastyczne skupia w sobie sens całego tomu. Symbolizuje proces kształtowania tożsamości, która pozostaje krucha i podatna na rozpad. Słodycz zostaje tu spleciona z doświadczeniem cierpienia, a tworzenie z przeżyciem utraty. W ten sposób tomik ukazuje egzystencję rozerwaną, poszukującą możliwości uformowania podmiotowego „ja”. Bohaterka liryczna nie jest bierna (jak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka) wobec swojej utraconej tożsamości. Jest przede wszystkim tej utraty świadoma, wyrusza więc na poszukiwania przez przeszłość, relacje, dzieciństwo, traumy, lęki i religijność, kończąc całą tę podróż wierszem-puentą, paradoksem, „barokowym” pstryczkiem w nos, mówiąc nam w ostatnim utworze, że nic, co stworzyła – cała ta poetycka marcepanowa podróż i stworzone w niej obrazy – „nie są i nigdy nie były jej”.