
Sol Invictus
Sol Invictus
Koniec roku był dla mnie zawsze okresem dość dwoistym w swej naturze. Z jednej strony na człowieka oczekują huczne uroczystości: fety związane z Bożym Narodzeniem, Sylwester, jarmarki i pochody, lodowiska i inne wspaniałości. Niemniej, przypatrując się końcówce grudnia, nie sposób nie zauważyć, jak bardzo ciemno i sennie robi się, gdy noc zapada chwilę po piętnastej, a śnieg otula wszystko, niejako izolując świat od wszelkich dźwięków. Rzeczywistość pogrąża się w radości, ale i czymś na rodzaj snu. Oczekiwanie na coś lepszego miesza się nieuchronnie z niesłabnącą potrzebą odpoczynku. I wszystko to, choćby brzmiało, jakby miało się nawzajem wykluczyć, przenika przez siebie, tworząc magię. Magię przesilenia zimowego.
Współczesność a stare praktyki
Ja i ty, czytelniku, żyjemy w czasach, które wymagają od nas ciągłego pośpiechu. Nieważne, że słońce chowa się za horyzontem, my wciąż pracujemy na najwyższych obrotach. Susan Pesznecker (w książce, której ci nie polecę, ale którą znajdziesz w bibliografii) zauważa, że nasi przodkowie żyli zupełnie inaczej. Pozwalali sobie na chwilę spokoju, na swoistą hibernację. Gdy nie było już czego siać, a zbiory bezpiecznie schowano w spiżarniach, oni sami przebywali w swoich izbach, oddając się rozmowom i pracom domowym. Nie przeciągali doby, by wciąż czcić bożka pracy do utraty tchu.
Zima nie przynosi nam również tak wielkich przeciwności, jak naszym przodkom. Dziś czasem ogarnie nas wściekłość na myśl o potrzebie zeskrobywania szronu z szyb, ale nie odczuwamy aż tak bliskiej obecności śmierci. Możemy kupić jedzenie w sklepie. Nie brakuje nam ciepła. W razie choroby wybieramy się do przychodni. To, co nam wydaje się oczywiste dla przodków byłoby spełnieniem wszelkich marzeń. W swojej mało optymistycznej sytuacji świętowali – a to dlatego, że coś miało już niedługo zmienić się na dobre. Niezwyciężone Słońce szykowało się, by powstać.
Narodziny Słońca w kulturach starożytnych
Nieważne, gdzie próbowałbyś szukać, czytelniku, znajdziesz na pewno jakieś wskazówki, sugerujące, że obecny na tych terenach lud czcił Słońce w takiej lub innej postaci. Ba, jak szalony cieszył się z jego powrotu!
Porozmawiajmy o Saturnaliach, rzymskim święcie ku czci boga Saturna. Magiczny był to okres, pełen pokoju, beztroski, przyjaźni i namiętności. Miał przypominać sobą złoty wiek w historii świata, kiedy to Saturn właśnie rządził Ziemią. To on miał zapewnić ludziom dobrobyt i wspaniałe plony w nadchodzącym roku. Podczas Saturnaliów wymieniano się prezentami i odwiedzano.
Germanie obchodzili końcówkę grudnia nieco inaczej. Ich Yule nie było wcale jednodniowym świętem, trwało bowiem prawdopodobnie od połowy grudnia do połowy stycznia, jednak trudno to określić, biorąc pod uwagę, że różne ludy posługiwały się różnymi kalendarzami, opartymi najczęściej o fazy księżyca.
Kontrowersyjna nowa praktyka – kim są wiccanie?
Gdy o Yule mowa, nie sposób nie wspomnieć o budzącej szereg kontrowersji grupki neopogan, zwanej właśnie wiccanami. Sądzę, że cała ich religia to temat na osobną rozmowę. Dobrze byłoby jednak zapoznać cię z ich praktykami, które nie bez przyczyny przejęły nazwę od germańskiego zimowego festiwalu.
Wróćmy na chwilę do wspomnianej wcześniej Susan Pesznecker, która wiele praktyk opisała w swojej książce, stanowiącej fragment cyklu Sabaty. Mówi ona o święcie Bogini Matki, która wydaje na świat maleńkiego Rogatego Boga. Wraz ze światłem i słońcem przychodzi dla nich także ten silny męski pierwiastek. Z tego powodu również fetują, czarują, wróżą.
Szczodre Gody
Gdy rok zbliża się ku końcowi, warto nieco powróżyć, czyż nie? W końcu kto nie chciałby poznać swojej przyszłości? Odczytać ze znaków na niebie i ziemi, co też przyniesie nam nowe.
Dla Słowian wypadające w tym okresie Szczodre Gody były czasem magicznym. Sama Wigilia ma bardzo ważne miejsce w przepowiadaniu przyszłości – mówi się po dziś dzień, że nie należy się w tym dniu kłócić, pożyczać niczego nikomu; w przeciwnym wypadku nowy rok miałby przebiec na ciągłych niesnaskach lub odczuciu braku pożyczonego przedmiotu. Warto jest się również zaopatrzyć w trochę gotówki. Słowianie kąpali się w wodzie, do której wrzucano pieniądze, grosik chowano do jednego z pierogów, czasem wsadzano wraz z łuską karpia do portfela – by pieniądze płynęły do człowieka niczym rybki. Muszę ci przyznać, że ostatnią z tradycji wciąż praktykuję.
Nim z Zachodu przywędrowała do nas choinka (a było to w XIX wieku), dekorowaliśmy tak zwaną „podłaźniczkę”. Gałązkę zimozielonego drzewka przyozdabiano i wieszano u sufitu. Miało to znaczenie symboliczne; zadaniem takiej roślinki było zapewnienie domownikom witalności i życia przez zimę. Istotne, by gałązkę przyniósł do domu mężczyzna – a najlepiej młody kawaler – gdyż wróżyło to pomyślność. W dniu Nowego Roku również się taka przydawała: dla zdrowia i szczęścia wzajemnie się nią okładano.
Zauważyłeś, czytelniku, że wiele wigilijnych potraw zawiera mak? Makowiec, makiełki, kutia, kluski z makiem… To nie przypadek. Roślina ta, kojarzona ze snem oraz śmiercią, zaś wieczór 24 grudnia jest czasem podobnym Dziadom. Zmarli bliscy mają więc odwiedzać swoje rodziny – mak miał być bliskim im pożywieniem, przyjmować ich niejako na kolacji. Jednakże przez swój charakter przypominał im, że mają swoje miejsce, trzymał ich w grobach.
Choć kojarzymy pusty talerz z miejscem przeznaczonym dla zbłąkanego wędrowca, zwyczaj ten może wiązać się z podobną symboliką. Miał być nakryciem dla duszy z zaświatów – by czuła się zaproszona, by miała gdzie spocząć po długiej i męczącej podróży do naszego świata. To drugie znaczenie, tak miłosierne w swej ofiarności, prawdopodobnie przywędrowało dużo później, wraz z filozofią chrześcijańską.
Co w ogóle świętowano? Obfitość, koniec i początek, przybycie światła, nadzieję na lepsze. Dziękowano za to, co dobrego się wydarzyło, proszono o błogosławieństwo na kolejny rok.
Chrześcijańskie praktyki
Dość popularnym w ostatnich czasach stało się podejrzenie, że chrześcijaństwo ukradło ludom pogańskim ich praktyki i przerobiło je na własną modłę. Jest w tym trochę prawdy, ale sprawa wydaje się znacznie bardziej skomplikowana.
Anna Stasiak zauważa, że ustanowienie Bożego Narodzenia na okres przesilenia zimowego mogło mieć znaczenie praktyczne i niekoniecznie musiało rywalizować z wcześniejszymi praktykami. Z jednej strony symbolika narodzin światła idealnie pasuje do sytuacji pewnej groty w Betlejem, z drugiej zaś późna jesień i zima są idealnymi momentami na świętowanie – praca w gospodarstwie się kończy, rok również.
Z kolei rozproszone po wielkich obszarach ludy, mające do tej pory równie rozproszone pojęcie na temat czasu, nie miały wielkich trudności w przystosowaniu się do kalendarza, który może i był obcy, ale przynajmniej spójny. Ich praktyki w dość naturalny sposób zespoliły się z nowym świętem, nowym bóstwem.
Czytelniku…
… jako autorka opowiadająca ci o tradycjach związanych z przesileniem zimowym (w dodatku w jego dniu!) trochę samowolnie biorę sobie na ramiona przywilej złożenia ci najserdeczniejszych życzeń. Niech niezwyciężone Słońce obdarzy cię siłą, wieczną młodością ducha i radością. Idź w to, co daje ci nowy rok z wysoko podniesioną głową.
Bibliografia
- •
Pesznecker S., Yule. Rytuały, przepisy i zaklęcia na przesilenie zimowe, ILLUMINATIO, Białystok 2015.
- •
Stasiak A., Słowiański przewodnik po świętowaniu, Insignis Media, Kraków 2025.