Powrót
Tak, potrzebujemy nowych lalek, czyli o netflixowej Lalce 2026

Tak, potrzebujemy nowych lalek, czyli o netflixowej Lalce 2026

W grudniu ubiegłego roku na Instagramie Zaparzonych Rozmów zadałam pytanie: Czy potrzebujemy nowych lalek?  Doszłam wtedy do wniosku, że tak. Nowe ekranizacje rozbudzają zainteresowanie klasykami, ale także wprowadzają świeże spojrzenie na niektóre aspekty oryginału z nowej perspektywy, bliższej naszym czasom. Zwracałam też uwagę, że nowe wersje nieraz mogą przypomnieć o swoich wielkich poprzedniczkach. Natomiast pojawienie się nowych ekranizacji nie oznacza ustawowego zakazu sięgania po oryginał czy starsze filmy. Prawo nie zostało zmienione także w przypadku najnowszej netflixowej „Lalki”. Serialu, w przypadku którego twórcy pozwolili sobie na dość dużą swobodę.  Na szczęście dwa tygodnie po premierze serialu, 30 września, do kin również wejdzie „Lalka” – tym razem pełnometrażowa. W przypadku serialu, twórcy od początku jasno komunikowali, że będzie to ich interpretacja historii, podczas gdy nowy film ma być bardziej konserwatywny w podejściu do literackiego pierwowzoru.  

Manuela Jarzębska
Autorka tekstu
Manuela Jarzębska
Adrianna Smug
Korektorka
Adrianna Smug
Instagram
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
25 września 2026

Tak, potrzebujemy nowych lalek, czyli o netflixowej Lalce 2026

W grudniu ubiegłego roku na Instagramie Zaparzonych Rozmów zadałam pytanie: Czy potrzebujemy nowych lalek? 

Doszłam wtedy do wniosku, że tak. Nowe ekranizacje rozbudzają zainteresowanie klasykami, ale także wprowadzają świeże spojrzenie na niektóre aspekty oryginału z nowej perspektywy, bliższej naszym czasom. Zwracałam też uwagę, że nowe wersje nieraz mogą przypomnieć o swoich wielkich poprzedniczkach. Natomiast pojawienie się nowych ekranizacji nie oznacza ustawowego zakazu sięgania po oryginał czy starsze filmy. Prawo nie zostało zmienione także w przypadku najnowszej netflixowej „Lalki”. Serialu, w przypadku którego twórcy pozwolili sobie na dość dużą swobodę.  Na szczęście dwa tygodnie po premierze serialu, 30 września, do kin również wejdzie „Lalka” – tym razem pełnometrażowa. W przypadku serialu, twórcy od początku jasno komunikowali, że będzie to ich interpretacja historii, podczas gdy nowy film ma być bardziej konserwatywny w podejściu do literackiego pierwowzoru.  

Fabuła powieści jest dla twórców serialu, reżysera Pawła Maślony oraz scenarzystów Pawła Demirskiego i Jagody Dutkiewicz pretekstem, który ma przyciągnąć widza przed ekran. W dniu premiery, Netflix wypuścił klip „Wspaniały świat Izabeli”, w którym zarówno Łęcka, jak i Wokulski są lalkami żyjącymi w klasycznym, przekrojowym domku dla lalek, pokazanym z boku. Już to podpowiada nam jak najlepiej podejść do serialu – jako obserwator tego przekroju. Fabuły nie śledzimy oczami Wokulskiego ani Łęckiej czy nawet Rzeckiego, mimo że to jego opowieść otwiera i zamyka historię. Napisana przez Prusa książka nie jest już filtrowana przez narratora, a twórcy świadomie odkładają na bok konwenanse i maniery epoki. Przyjęło się wierzyć, że w tamtych czasach ludzie byli na ogół eleganccy i uprzejmi – nawet jeśli na pokaz – to publicznie nie pozwalali sobie na poluzowanie bon tonu czy też kindersztuby, kojarzonych przede wszystkim z „wyższymi sferami”. Tym bardziej, że niższym klasom społecznym nie poświęcano jak dotąd zbyt wiele uwagi. Twórcy jednak dekonstruują te powszechne przekonanie o dżentelmenerii dawnych elit.  

Od razu dostrzegamy to, na co Wokulski pozostaje ślepy. Wszyscy świetnie znamy zakończenie „Lalki” – powieści. 

Arystokracja nigdy nie zamierzała przyjąć bohatera do swojego grona. Motyw wykluczanego charakteru przewija się też w innych wielkich dziełaach epoki, takich jak chociażby „Trędowata” albo „Wesele”. Nawet Barbara z „Nocy i dni”  traktuje jako upokorzenie, że jej mąż pracuje razem z chłopami w polu. Z kolei Wokulski jest wiele razy konfrontowany z tym jak niedołężna i zwyczajnie prostacka była polska arystokracja. I są to rzeczy – które w odróżnieniu od natury Izabeli – nie były przed nim ukrywane. W powieści czy starszych ekranizacjach tworzono jednak pewien romantyczny obraz epoki. Sama fabuła książki – porażka bohatera w dążeniu do awansu klasowego, negatywne przedstawienie arystokracji czy poruszenie kwestii rozwarstwienia społecznego i biedy w ówczesnej Warszawie – już wtedy wzbudzały emocje. Jednak po raz kolejny odwzorowanie tych obrazów w 2026 r. byłoby już wtórne i prawdopodobnie nie wzbudziłoby aż tylu silnych reakcji. Jest to o tyle ciekawe – bo jak zauważyłam w grudniowym tekście – coraz częściej zwraca się uwagę, że Izabela nie była złą postacią, a Stanisław  – dobrą. Był przecież ponad 20 lat starszym od niej mężczyzną, po 40-tce. Jednocześnie miał obsesję na punkcie młodej kobiety, którą zobaczył raz i nie poznał jej osobiście,. Natomiast ona dawała mu wyraźnie do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana. 

Gdyby przenieść tę fabułę do 2026 r. naprawdę trudno współczesnemu odbiorcy kibicować tak skonstruowanemu bohaterowi. Z kolei Izabela żyjąca dzisiaj, dysponująca swoim kapitałem i pozycją, miałaby nieograniczone możliwości rozwoju. W oryginalnej powieści jest zastosowana pewna sztuczka. Wokulski, mężczyzna z wielkim majątkiem i talentem, staje się bezradny wobec młodej, niesympatycznej kobiety. Prus wyraźnie podkreśla, że u schyłku lat 70. XIX wieku niezamężna kobieta miała bardzo ograniczone możliwości decydowania o własnym losie. Jednak patrząc na serial, widzimy, że baronowa Krzeszowska jest zadowolona z tego, że nie została nigdy matką. Wie natomiast, że Izabela musi wyjść za mąż. Tym bardziej irytująca staje się postawa Wokulskiego, który w epoce wielkich przemian społecznych, po powstaniu styczniowym, gdy rola polskiej arystokracji została zmarginalizowana, ślepo aspiruje do klasy, która nie tylko go odrzuca, ale i jest ona odpychająca, gnuśna, impertynencka oraz zacofana…

Serial „Lalka” jest w swoim wydźwięku feministyczny – przed czym przestrzegali twórcy – choć nie epatuje tym przekazem. Zarówno Eliza Orzeszkowa, jak i serialowa Zofia Dobska są kobietami, które w tamtych czasach żyły oraz działały. Orzeszkowa publikowała w „Bluszczu”, pisała też wielkie powieści, a także odmówiła udania się na zesłanie ze swoim mężem, powstańcem. Z kolei pierwowzorem doktor Dobskiej była Anna Tomaszewicz Dobrska – lekarka, która skończyła studia w Zurychu, a później pracowała w Petersburgu na dworze sułtana Omanu. Jej dyplom został uznany w Rosji, mimo to spotkała się z ostracyzmem środowiska lekarskiego ze względu na płeć. Lekarki na łamach gazet bronił sam Bolesław Prus, podczas gdy dziekan wydziału lekarskiego na Uniwersytecie Lwowskim prowadził w prasie kampanię przeciwko Annie*. 

Pomiędzy nimi jest Izabela, która również pragnie niezależności, jednak nie zamierza schodzić po nią do społecznych nizin. Chciałaby pozostać w swojej klasie, jednocześnie poszerzając przysługujące jej przywileje. Orzeszkowa szybko jednak mówi Łęckiej to, czego w pierwowzorze musimy się domyślać – że Izabela nie zna życia. 

Jak jednak miałaby je poznać, kiedy nie ma nad nim żadnej kontroli? Wychowywana w zamożnych czterech ścianach, rozpieszczana przez ojca, który roztrwania ich majątek ale nie mówi córce o ich sytuacji, Izabela zostaje zmuszona do szukania prawnego opiekuna. Tym samym skazuje się na prześmiewcze spojrzenia zgromadzonych książąt, którzy po śmierci ojca i tak skazują ją na życie w klasztorze. Łęcka nie jest może szczególnie błyskotliwa ani nie spotkała na swojej drodze nikogo kto poszerzyłby jej horyzonty, ale sama znalazła w sobie dość inicjatywy, żeby skontaktować się z redaktorkami „Bluszczu”. W serialu widzimy, że kobieta planuje wykorzystać Wokulskiego – nie tylko dla własnej przyjemności, ale także realnych korzyści. Izabela nie jest ikoną feminizmu naszych czasów, ale jest też – jak na swoje czasy i sfery – wyjątkowo zbuntowana. Ostatecznie twórcy dostrzegają w fabule „Lalki” to, czego nie dostrzegł z pozycji swojego przywileju i epoki Bolesław Prus.  

Tak jak chowana pod kloszem, aby być salonową Lalką, Izabela nie miała narzędzi, żeby dostrzec rzeczywistość wykraczającą poza jej własną sferę, tak Bolesław Prus nie był w stanie w pełni ująć – i tak bogatej w wątki – w ­­„Lalce” całego wachlarza ograniczeń, z jakimi ówczesne kobiety mierzyły się na każdym kroku. 

Nagłaśnianie sytuacji takich jak uprzedzenia, z którymi mierzyła się doktor Tomaszewicz-Dobrska, książkowe losy Marianny albo codzienność służących to przykłady niewątpliwie ważne, ale jednocześnie jaskrawe. Tymczasem kultura wciąż karmi się nienawiścią do kobiet, a powszechna niechęć do jednowymiarowej Łęckiej jest tego najlepszym przykładem. Jeżeli kobieca postać wymaga szerszej interpretacji, głębszego kontekstu, nie jest czarnobiała, a jej zachowanie zmusza do zastanowienia, to łatwo skazać ją na potępienie.  Izabela Łęcka jako postać kulturowa zawsze popełnia błąd kardynalny – odrzuca zaloty pozytywnego bohatera. Nawet gdyby byłaby najsympatyczniejszą starą panną w Warszawie i tak musiałaby ponieść karę za swoją postawę. Mimo to ostatecznie kary nie ponosi. Nie zostaje wybielona ani uniewinniona, a jednak udaje jej się wymknąć kulturowym i fabularnym konwenansom.  

Dlatego serial „Lalka” dobrze robi innym „Lalkom”. Z jednej strony towarzyszące jej kontrowersje skłaniają oburzonych do zwrócenia się ku oryginałowi czy innym „kanonicznym” adaptacjom, ale z drugiej strony pozwala spojrzeć na wszystkie otaczające nas lalki w nieco innym świetle. Nie lepszym, nie gorszym, ale na pewno innym.

Przypis:

*https://www.instagram.com/p/Ddi8s8ngLgX/?utm_source=ig_web_button_share_sheet&stkn=MzRlODBiNWFlZA==