
Uratować dzieło przed zapomnieniem – o „Wspólnym pokoju” Zbigniewa Uniłowskiego
Mamy w historii polskiej literatury postaci, które miały istotny wpływ na swoją epokę, polaryzowały opinię publiczną, a dziś mimo wszystko pozostają nieco zapomnianie. Brakuje ich dzieł w szkolnych kanonach literackich, z kolei nauczyciele co najwyżej wspominają o nich jedynie marginalnie. Bez wahania można tak opisać osobę Zbigniewa Uniłowskiego. Jego powieści stanowią jednak nieodłączny element prozy lat 30. XX wieku, prowokując do dyskusji krytyków oraz czytelników, narażając się przy tym państwowym cenzorom. Najpopularniejszą został Wspólny pokój, o którym dzisiaj opowiem.
Publikację Wspólnego pokoju datuje się na 1932 rok. Jest to nie tylko ważna data dla Zbigniewa Uniłowskiego, debiutującego dzięki swojej pierwszej powieści, ale jednocześnie niezwykle istotny punkt graniczny epoki, wyznaczający duże przemiany i zupełnie odmienny kształt literackiego świata prozy. Cezura ta, powodowana kryzysem ekonomicznym, stopniowym ubożeniem społeczeństwa, rosnącą autorytarnością rządów sanacyjnych oraz zaostrzającymi się konfliktami wewnętrznymi wyznaczyła gwałtowny zwrot prozy ku współczesnej problematyce społecznej.
Podejmując próbę zaklasyfikowania tej książki do konkretnego gatunku często określa się ją jako powieść z kluczem. Pierwowzorami dla bohaterów są konkretne, autentyczne osoby: Stefan Flukowski (Turkowski), Julian Tuwim (Tamwim), Włodzimierz Słobodnik (Gowornik), Jan Szczawiej (Szczapiej), Edward Boyé (Michał Bove) i jego żona (Wanda Odolska), panna Leopard (trudno o pewną identyfikację) czy epizodycznie pojawiający się członkowie cyganerii literackiej: Wilhelm Sobel (Kabel), Jan Jakub Feldman wraz z żoną (Olaf, Jan Kacew). Wymuszenie zmiany przez redaktora naczelnego „Kwadrygi”, dotyczącej użycia prawdziwych nazwisk poskutkowało ich ufikcyjnieniem. Jednak uważny czytelnik lub znawca życia publicznego podczas dwudziestolecia międzywojennego bez trudu mógł odczytać odniesienia do rzeczywistości pozaliterackiej.
Kolejnym często pojawiającym się określeniem jest nazwanie jej powieścią środowiskową. Najdokładniej opisany krąg we Wspólnym pokoju jest związany z grupą poetycką Kwadryga oraz młodych literatów pojmowanych jako całość. Zmagało się ono z pesymizmem, nędzą i poczuciem zawieszenia, potęgowanym przez narastające zagrożenia polityczne (totalitaryzm, wojna, nacjonalizm). Ich reakcją był nihilizm, ucieczka w alkohol czy polemiczne spory o status sztuki, w których głównym celem krytyki byli Skamandryci. Kawiarniany styl życia, wsparty brakiem stałej pracy oraz mrzonkami o rozwoju kariery pisarskiej skutecznie odbił się na stanie materialnym, a może co bardziej istotne – psychicznym.
Akcja powieści rozpoczyna się w marcu 1930 roku, gdy 21-letni Lucjan Salis, młody literat cierpiący na gruźlicę, wraca z kuracji w Zakopanem do Warszawy. Zamiast do rodziny, trafia na ulicę Nowiniarską do przeludnionego mieszkania Zygmunta Stukonisa, swojego przyjaciela, a także poety. Lucjan zamieszkuje w dusznej alkowie, stając się częścią specyficznego mikrokosmosu, w którym mieszkają studenci, sublokatorzy oraz skłócona rodzina Stukonisów z komunistycznym aktywistą Miećkiem na czele. Życie Lucjana szybko wpada w destrukcyjny rytm warszawskiej bohemy: dnie upływają na bezczynności i przesiadywaniu w kawiarni „Ziemiańska”, a wieczory na suto zakrapianych libacjach w podrzędnych lokalach. Chociaż Lucjan początkowo krytykuje zblazowanie kolegów po fachu, sam popada w identyczny marazm, nie potrafiąc zmusić się do pracy nad zaplanowaną powieścią.
Kluczowym motywem determinującym losy bohatera jest jego postępująca choroba. Gruźlica, przedstawiona w utworze, jest pozbawiona romantycznego nimbu – to naturalistyczna, brudna i wycieńczająca przypadłość, która objawia się krwotokami oraz narastającym osłabieniem. Choroba idzie w parze z nihilizmem, a także moralnym rozkładem środowiska. Lucjan szuka zapomnienia w przygodnym związku z lokatorką Teodozją oraz w toksycznej fascynacji wyniosłą panną Leopard. Ta ostatnia, będąca uosobieniem kawiarnianego zakłamania, ostatecznie upokarza go i odrzuca, co tylko pogłębia jego poczucie beznadziei. Atmosferę osaczenia potęgują brutalne konflikty między lokatorami – szczególnie postać Edwarda, morfinisty oraz neurastenika – czy naloty policji poszukującej nielegalnych pism.
Finał powieści przynosi ostateczną klęskę pokolenia, które zamiast tworzyć, „zapijało nudę bezczynności mózgów”. Podczas gdy Zygmunt opuszcza Warszawę, by szukać stabilizacji na prowincji, osamotniony Lucjan przegrywa walkę z chorobą. Jego śmierć jest opisana w sposób skrajnie odarty z patosu – to fizjologiczna agonia w nędznych warunkach, pośród ludzi, których łączy jedynie wspólny dach, a nie autentyczna więź. Odejście Lucjana, niedoszłego „pisarza europejskiego”, staje się gorzką diagnozą losu inteligenta w świecie pozbawionym wyższych wartości. Utwór kończy się stwierdzeniem, że po śmierci bohatera, warszawskie życie literackie toczy się dalej bez zmian, utwierdzając czytelnika w przekonaniu o jałowości i zakłamaniu przedstawionej rzeczywistości.
Autor tekstu: Kacper Nowakowski