Powrót
Wielkie, przedziwne rzeczy

Wielkie, przedziwne rzeczy

Świat jest pełen wielkich, przedziwnych rzeczy, czekających na tych, którzy są na nie przygotowani****.

Dominika Zięciak
Autorka tekstu
Dominika Zięciak
Joanna Gonsior
Korektorka
Joanna Gonsior
Instagram
Wiktoria Hyla
Autorka grafik
Wiktoria Hyla
16 sierpnia 2026

Wielkie, przedziwne rzeczy

Rozmawiałam ostatnio z przyjaciółką. Przyznała mi, że pragnie przeżyć niezwykłą przygodę, a ja stwierdziłam, że to wyśmienity pomysł. 

To jedna z najlepszych osób, jakie znam – cierpliwa (znacznie bardziej niż ja), ciepła, pełna miłości, szalenie inteligentna. Od szesnastu lat ciągle przecinają się ścieżki naszych żyć i mam wątpliwości, czy wytrzymałabym, nie mając jej przy sobie. Od ponad połowy tego wspólnego czasu praktykujemy szeroko zakrojone włóczęgostwo. Kiedy to czytasz, czytelniku, prawdopodobnie przedzieramy się wspólnie przez iglaste lasy Pomorza Zachodniego, schodząc co jakiś czas na plażę, by na pewno zebrać wystarczającą liczbę muszelek i bursztynów*. Te nasze włóczęgi mają na ogół bardzo konkretny cel: iść przed siebie, niczym się nie martwić, otworzyć duszę przed drugą osobą. Czasem wędrujemy w znane rejony, innym razem obieramy kurs na to, czego jeszcze nigdy nie widziałyśmy. 

Pomysł mojej przyjaciółki na przygodę w pewnym sensie pokrywa się z tymi tendencjami. Twierdzi, że podchwyciła go od pewnych podcasterów, ale ja uważam, że wystarczająco dobrze wpisuje się w stare, dobre „wsiąść do pociągu byle jakiego” i mogę go uznać za uniwersalny plan dla stęsknionych za włóczęgą dusz. Wystarczy znaleźć przystanek autobusowy, najlepiej taki, z którego nie korzystamy na co dzień, tam zaś złapać autobus – haczyk w tym, że taki, którego trasy nie znamy. I jechać, jechać, jechać, najlepiej do końca trasy. No, albo wysiąść w zupełnie nowym dla siebie miejscu, być może dalej we własnym mieście. To nieistotne, gdzie – najważniejsze, że stymulujesz swój mózg i swoją ciekawość świata. 

To trochę tak, jakby stać się Włóczykijem. Tym Włóczykijem. 

Tove Jansson** stworzyła go w taki sposób, że wciąż potrafi wzbudzić w człowieku niesamowite uczucia. Czasem spokojny i wyważony, głos rozsądku w tym pędzącym na złamanie karku świecie, innym razem zawadiaka, który z premedytacją wyrywa znaki zakazu z trawników w miejskich parkach. Fan zdrowej samotności, który nie zmusza się do socjalizowania z innymi, jeśli nie ma na to przestrzeni. A mimo to... Twój najlepszy przyjaciel. Na długie wyprawy zabieram ze sobą do plecaka malutką maskotkę, która wygląda zupełnie jak on. Niedługo będziemy razem zdobywać Koronę Gór Polski. 

Choć Dolina Muminków kusi wszystkich czytelników swoim ciepłem***, Włóczykij nie może całkowicie zapuścić w niej korzeni. Zawsze wraca – oczywiście, gdy tylko nadejdzie wiosna. Ale zimą, kiedy jego przyjaciele i rodzina zapadają w długi, ożywczy sen, wychodzi w świat i, jak na Włóczykija przystało, wędruje. 

Znasz mnie, czytelniku, jako okropną gadułę. Lubię opowiadać o wszystkim, co kocham, co mnie fascynuje i co ciekawego znajduję w książkach lub filmach. Dziś jednak powściągam tę moją tendencję, bo... nie chcę zmarnować Twojego lata. Zamiast czytać moje wynurzenia, wyjdź na zewnątrz i wędruj: blisko lub daleko. Niech celem będzie sama wyprawa. Wsłuchaj się w słowa Tatusia Muminka: 

Świat jest pełen wielkich, przedziwnych rzeczy, czekających na tych, którzy są na nie przygotowani****. 

Przygotuj się, bo może właśnie teraz, w tej włóczędze, je odkryjesz. 

Przypisy

*Co jest naturalnie szalenie trudnym wyzwaniem, w końcu muszelek nigdy za wiele. 

**Nie uwierzysz, piszę te słowa w jej 112. rocznicę urodzin! Dziękujemy Ci, Tove, za muminki. 

***I delikatnym zapachem czającej się za rogiem anarchii, ale porozmawiamy o tym kiedy indziej. 

****T. Jansson, Tatuś Muminka i morze, tłum. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.