Powrót

„Wódz wojownik”, czyli historie piszą ci, którzy przeżyli

Manuela Jarzębska
Autorka tekstu
Manuela Jarzębska
Monika Konkol
Korektorka
Monika Konkol
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
11 marca 2026

Wódz wojownik, czyli historię, piszą ci którzy przeżyli

Nowa dyskusja o postkolonializmie na świecie trwa już od jakiegoś czasu, chociaż wydaje się, że do Polski docierają tylko jej echa. Często, kiedy próbuje się wprowadzić do nas ten temat, pojawia się argument, że Polska nie uczestniczyła w kolonializmie. W zasadzie w szczytowym okresie epoki, czyli na przełomie XVIII i XIX wieku Polski nie było nawet na mapie, a i w XX wieku mieliśmy swoje historyczne zamieszanie. Jednak w tej dyskusji nikt nie wymyśla nowej historii, zrzucając winę na kraje, które nie miały z tym nic wspólnego, a raczej rozlicza winnych. Tyle że kolonialna spuścizna miała wpływ na obecny kształt świata, nie tylko polityczny, ale także kulturowy. Przez wieki ustalane wzorce i hierarchie przeniknęły do systemów edukacji czy naszego sposobu tworzenia treści i obcowania z nimi. I korzystamy z tego wszyscy, bo trudno jest znaleźć osobę, która zupełnie nie czerpie z kultury zachodniej – nigdy nie miała styczności ze streamingiem, nie obejrzała żadnego filmu, ani nie przeczytała żadnej książki.

Korzystając z kultury w różnych formach, można wyróżnić pewne najczęściej przewijające się wzorce, banały, chwyty czy motywy. Ale tak naprawdę, każde dzieło może dodać coś do dyskusji, nawet serial decydujący się na bardziej zróżnicowaną obsadę – koleżanka głównej bohaterki w serialu dla nastolatków, należąca do jakiejś mniejszości, matka głównego bohatera opowiadająca mu historię swojej rodziny. Często jednak to wszystko, na co stać popularne produkcje. Nie jest tak, że Apple TV pod tym względem jakoś bardzo odstaje, chociaż zdecydowanie platformę wyróżnia jedna rzecz – brak promocji. Nie wiem, z czego to wynika, ale przynajmniej w Polsce świadomie porzucili oni rynek reklamowy. Sama odkryłam tę platformę przez przypadek podczas darmowego okresu próbnego po zmianie telefonu i widząc polecenia serialu „Ted Lasso” na forach internetowych. Czasami dowiaduję się o nowych polecajkach ich seriali przez pocztę pantoflową, ale nigdy z plakatu na przystanku czy reklamy, wyskakującej w internecie. Zawsze, gdy trafiam już na jakąś ich produkcję, jestem pozytywnie zaskoczona, ale „Wódz wojownik” zaskoczył mnie czymś więcej (a o tym serialu dowiedziałam się w bardzo staroświecki sposób, bo z gazety telewizyjnej).

„Wódz wojownik” to serial, za który opowiada Jason Momoa (Khal Drogo z „Gry o Tron”, Aquaman), rodowity Hawajczyk. Opowiada on historię hawajskiego bohatera, wojownika Ka’iany, a cała akcja dzieje się w XVIII wieku, kiedy Anglicy wiedzą już, że na Pacyfiku istnieje zaludniony archipelag, ale dopiero zamierzają położyć na nim swoją rękę. Ka’iana w relacjach Europejczyków porównywany był do Herkulesa i w trochę niejasny sposób udał się z Anglikami w podróż po świecie jako jeden z pierwszych Hawajczyków, a potem wrócił i dołączył do króla Kamekamehy i jego żony, Ka’ahumanu, w procesie jednoczenia wysp. 

Serial toczy się może nie wolno, ale zdecydowanie w swoim tempie, na co wpływ mają dziewicze Hawaje, gdzie toczy się większość akcji, a dominujące na ekranie kolory to błękit oceanu i bujna zieleń wysp. Nie jest to produkcja przygodowa, a raczej historyczna i celem twórców nie było pokazanie, jak ci „wojowniczy wyspiarze” biją się o wyspy w potyczkach, ani nie jest to opowieść o tym jak „szlachetny dzikus odkrywa świat”. Nie brakuje scen bitewnych, ale faktycznie jest to bardziej wgląd w życie polityczne i codzienne na tle wielkiej historii, choć na wyspach jest duszno od wojny, która zaraz wybuchnie i walki o władzę. Widz wie od początku, jak skończy się ta historia i potoczą się losy wysp, bohaterowie z kolei dopiero się o tym dowiadują.

Pierwszym zaskoczeniem, już na początku, był język hawajski, którym postaci porozumiewają się przez większość czasu. Później pojawia się już język angielski. Do tego mowa tu o Polinezji, zatem naturalna scenografia i proste chaty także nie są typowym miejscem akcji, prawie bez cienia zachodniej cywilizacji. Serial cierpliwie i z szacunkiem przestawia nam hawajską kulturę i tradycje. Jednak Ka’ianowi przyszło żyć w czasach, kiedy nie dało się już uciekać przed historią, trzeba było wyjść jej naprzeciw. Dlatego bohater, doświadczając brutalności epoki kolonialnej i wiedząc, że świat ma własne plany wobec Hawajów (które notabene nie nazywały się jeszcze Hawajami, była to tylko nazwa największej wyspy z archipelagu) postanawia przejąć zawłaszczoną dotąd przez zachodnią kulturę narrację i skonfrontować się z kolonizatorami, a tym samym serial konfrontuje z nią widzów. Mimo to „Wodzowi Wojownikowi” daleko do jakiejkolwiek indoktrynacji, za to, jak na razie, narracyjnie subtelnie trafia we wszystkie punkty.

Jeśli chodzi fabułę, pojawiają się także liczne sceny akcji czy wątki zawirowań miłosnych, walki o władzę, które już widzieliśmy. Bo przecież to, co pozostaje niezmienne w ludzkiej naturze, niezależnie od szerokości geograficznej, to to, że najbardziej lubimy te historie, które już znamy.

Często, kiedy przedstawiane są nam postaci rdzenne, to problemem jest infantylizacja ich wątków, tokenizacja tych charakterów czy dość płaskie ich przedstawianie. Jednocześnie te grupy prawie nie mają miejsca w kasowych produkcjach, a za najbardziej znane przykłady można podać Pocahontas lub Jacoba z serii „Zmierzch”.

W przypadku tej pierwszej, animacja z 1995 roku znacznie odbiega od prawdziwej historii. W filmie jej plemię przestawione jest jako ludzie żyjący prostym życiem, w zgodzie naturą, a bohaterka zakochuje się w tym, co w rzeczywistości zniszczyło jej kulturę, a lud pozbawiono ziemi i zepchnęło do rezerwatów. W jednym z takich rezerwatów wychowywał się wspomniany wcześniej bohater „Zmierzchu”, jednak w tym przypadku książka i filmy zamykają oczy na owy problem, a sam motyw jest jedynie tłem.

Podobne losy spotkały mieszkańców Hawajów, którzy ostatecznie nie utrzymali swojej suwerenności, zakazano im posługiwać się językiem hawajskim. Obecnie tamtejsze tereny i plaże przejmowane są za ogromne pieniądze przez amerykańskich przybyszy. Dlatego „Wódz wojownik” jest produkcją przełomową. Chociaż nie był promowany w Polsce, ani nie stał się wielkim międzynarodowym hitem, to jest zdecydowanie jedną z ważniejszych produkcji tego roku. Sam Jason Momoa opowiadał w wywiadach promocyjnych, że nie miał możliwości wcześniej nauczyć się hawajskiego, a na TikToku można znaleźć reakcje autochtonów wzruszonych wyróżnieniem ich kultury.

Nowy postkolonialny dyskurs prowadzi do rozliczenia się nie tylko z samą historią, ale także z jej spuścizną. Tutaj dyskusja wygląda inaczej, ponieważ jej członkami nie są już tylko Anglia, Hiszpania czy Francja – ta rozmowa dotyczy wszystkich, którzy korzystają z kultury, czy szerzej, z całej postkolonialnej spuścizny, od której, tak naprawdę, nie sposób uciec. Zamiast z tym walczyć, warto się temu przyjrzeć. Już od dawna wielu przedstawicieli Pierwszych Narodów walczy o to, aby włączyć się do dyskusji, nie czekają już na zaproszenie. Na świecie działa wielu twórców, aktywistów czy dziennikarzy rdzennych, zmieniających dyskurs. Bardzo rzadko jednak kimś takim okazuje się osoba tak wpływowa jak Jason Momoa, który wykorzystał swoje możliwości. Serial powinno się obejrzeć, traktując go właśnie jak zaproszenie do zupełnie nowego doświadczenia i zastanowienia się nad historią, którą podobno już znamy.