Powrót

Zorza – nowa konkurencja na polskim rynku festiwalowym?

Barbara Kuliga
Autorka tekstu
Barbara Kuliga
Instagram
Monika Konkol
Korektorka
Monika Konkol
Barbara Kuliga
Autorka grafik
Barbara Kuliga
Instagram
10 marca 2026

Zorza – nowa konkurencja na polskim rynku festiwalowym?

Projekt Dawida Podsiadły dobiegł końca, ale czy to oznacza definitywny koniec?

W ostatni weekend na katowickim Muchowcu odbył się finałowy koncert festiwalowego projektu Dawida Podsiadły. Olbrzymi teren został wypełniony muzyką, sztuką i wspaniałymi ludźmi. Zielona przestrzeń na dwa dni zamieniła się w artystyczne serce Śląska. W momencie, gdy słońce powoli chowało się za horyzontem, zrozumiałam, że wszyscy obecni wówczas ludzie weszli w zupełnie inny świat – utkany z melodii i światła.

Na terenie festiwalu znajdowały się trzy sceny, ale w takiej odległości od siebie, by każdy mógł skorzystać z wysłuchania tego, co akurat bardziej trafia do jego gustu. Była Scena Główna, na której występowali artyści, tacy jak: Paulina Przybysz, Kortez, Kaśka Sochacka i Dawid Podsiadło. Kolejną sceną była Scena Audioriver, na której były kawałki bardziej do potańczenia, a na Scenie FNOMN (Fenomen) pojawili się artyści do odkrycia przez uczestników wydarzenia.

Całość projektu FNOMN-u była bardziej złożona, ponieważ Dawid zaprosił artystów, aby pokazali swoje talenty. Można było znaleźć różne kategorie sztuki, np.:

  • muzyka,

  • fotografia,

  • video,

  • grafika.

Osoby, które zostały laureatami dostały wyjątkową szansę dalszej współpracy z Dawidem. Dodatkowo otrzymali stypendium artystyczne, które wyniosło 50 tysięcy złotych oraz nagrody specjalne. 

Podczas tej imprezy towarzyszyło mi uczucie zanurzenia się w czymś obszerniejszym niż koncert. To było wspólne oddychanie, wspólne wzruszenie, wspólny śmiech. Czułam, że jesteśmy jak plemię zgromadzone wokół ognia – tylko zamiast płomieni mieliśmy światła sceny, a zamiast opowieści – piosenki.

Niespodziewani goście dopełnili całość wydarzenia. Chodzi tu o Kayah, Beatę Kozidrak oraz Katarzynę Pietras, które dołączyły do Pauliny Przybysz. Było to niesamowite doświadczenie usłyszeć takie połączenia głosów w hitach piosenek Bajmu. Widać było, jak wszyscy dobrze się bawili przy scenie, ale też w oddali, siedząc na kocykach i rozkoszując się każdym dźwiękiem.

Kiedy na scenie pojawił się Kortez, tempo festiwalu zwolniło, jakby ktoś nagle przyciszył cały świat, żeby każdy uczestnik skupił się na tzw. TU I TERAZ. Na tle eventu pełnego energii, świateł i widowiskowych elementów jego koncert był jak zatrzymanie kadru w filmie (gdzie właśnie pomiędzy piosenkami mogliśmy oglądać krótkometrażowy film) – moment ciszy, w której nagle bardziej słyszymy samych siebie niż to, co jest dookoła. Jego obecność nie potrzebowała fajerwerków ani głośnych efektów – wystarczył głos, pianino i kilka dźwięków. Potrafi on stworzyć ciszę – tę najpiękniejszą, kiedy tysiące ludzi stoją nieruchomo, wstrzymując oddech, żeby nie zgubić ani jednej nuty. Jego melancholia nie jest ciężarem, ale przestrzenią, w której każdy odnajdzie kawałek siebie. 

Bardzo czekałam na występ Kaśki Sochackiej śpiewającej w duecie z Dawidem. Scena Główna – monumentalna, ale nie przytłaczająca – przypominała bramę do innej rzeczywistości. Gdy Podsiadło pojawił się na scenie, rozległ się krzyk, który nie był tylko owacją – to była fala wdzięczności i oczekiwania. Chyba nie ma odpowiednich słów, żebym mogła opisać to, co wtedy czułam nie tylko ja, ale mnóstwo osób, które czekały na usłyszenie tego duetu oraz piosenek z ich wspólnego, ostatniego albumu tylko haj. To, czego wtedy doświadczyłam było warte każdych pieniędzy. Ich wrażliwość, naturalność i autentyczność zdobyły moje serce kolejny raz i myślę, że nie ostatni. Przy niektórych utworach teren festiwalu zamieniał się w morze rozświetlonych telefonów – jakby ktoś rozsypał na trawie gwiazdy. Musiało to wyglądać zjawiskowo z perspektywy artystów i najprawdopodobniej stworzyło dla nich także niezapomniany wieczór pełen emocji.

Finał był istnym katharsis. Kiedy wybrzmiały ostatnie nuty nad Muchowcem, nikt nie chciał odejść. Ludzie jeszcze długo nucili, śmiali się, przytulali. W powietrzu unosiło się coś, co trudno nazwać – mieszanina szczęścia, nostalgii i wdzięczności. Myślę, że ten festiwal zostanie w pamięci jego uczestników na bardzo długi czas, a w mojej – uważam, że na zawsze.

Podsiadło zapowiedział, że festiwal powróci w 2027 roku, a na 2026 rok zaplanował trasę stadionową o nazwie Dawid Podsiadło Obrotowy Tour 2026. Mam nadzieję, że się widzimy!